Bipolar Bears

musicnews musicnews

BEHEMOTH - relacja z koncertu we Wrocławiu - 30.09.2009

Data: 2009-10-21
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl
Maciej MiskiewiczNowa Evangelia 2009 Tour
BEHEMOTH, HERMH, AZARATH, BLACK RIVER
Wrocław, klub W-Z, 2009.09.30


Tego można było się spodziewać. Już przecieki z tour busa wesołej ekipy, która w drugiej połowie września przeturlała się przez nadwiślańską krainę robiły wrażenie. Totalnie wyprzedane koncerty w Krakowie i Poznaniu - gdzie organizator zastanawiał się nad wciśnięciem dodatkowej sztuki - oraz imponująca frekwencja na pozostałych przystankach trasy kazały spodziewać się podobnych atrakcji w piastowskim Breslau.

Pomorska bestia ma we Wrocławiu rzesze wiernych fanów nie od dziś - już koncert promujący "The Apostasy" zgromadził dzikie - jak na lokalne warunki - tłumy, ale medialne zamieszanie wokół najbardziej chyba nieoczekiwanego, rodzimego celebryty i - co moim zdaniem było kluczowe - wysoka jakość najnowszego albumu BEHEMOTH złożyły się na to, że wnętrza popularnej "wuzetki" wypełniły się dość szczelnie.

Oprócz metylowej młodzieży, karnie stawiła się stara, wrocławska gwardia i impreza oprócz okazji do sprawdzenia koncertowej formy czołowych przedstawicieli rodzimego, mocnego uderzenia stała się znakomitym pretekstem do wychylenia - kilku heh... - głębszych w przemiłym towarzystwie.

Punktualnie o 19, przy dźwiękach nieśmiertelnego "What a Wonderful World" na deskach sceny zameldowali się wyluzowani i uśmiechnięci black'n'roll'owcy z BLACK RIVER. Określani mianem supergrupy - w szeregach zespołu muzycy: DIMMU BORGIR, BEHEMOTH i ROOTWATER - szybko udowodnili, że mają fach w ręku. Energetyczny, hamerykański, stoner, southern, metal, rock – słychac wtym echa KYUSS czy QUEENS IOF THE STONE AGE - rozbujał publikę. A prym w podkręcaniu zabawy wiódł posiadacz jednego z najcenniejszych gardeł polskiego ciężkiego rocka. Dynamicznie wywijający koafiurą złożoną z dreadlocków Maciek Taff zagrzewał fanów do podscenicznego boju. Publika nie pozostała obojętna na zachęty ze strony frontmana Czarnej Rzeki i doszło do tego, że fakt odmeldowania się zespołu przyjęty został ze sporym rozczarowaniem.

Kolejni w kolejce do biczowania ustawili się rzeźnicy z AZARATH. Bruno zaanonsował fakt, że perkusję okłada Adam Sierżęga, były drummer wrocławskiego LOST SOUL i obecny ARMAGEDDON. Ten zabieg - choć można dopatrywać się zagrywki pod publiczkę - zapewne przyczynił się do tego, że przyjęcie seta autorów "Praise The Beast" było jeszcze bardziej gorące. Niestety muszę przyznać się do tego, że towarzyska zawierucha sprzątnęła mnie spod sceny i większą część seta zawodników z Tczewa. Z relacji tych, którzy gotowali się w kotle wiem, że siarką i żelazem wypalono wszelkie wątpliwości co do tego, że AZARATH jest jednym z najznamienitszych czarcich pomiotów na rodzimej scenie.

Wampiry z Białegostoku po raz kolejny miały okazję towarzyszyć BEHEMOTH-owi w wojażach po ojczyźnie. I moim zdaniem bez dwóch zdań na to zasługują. Bart to postać nietuzinkowa. Nie tylko ze względu na gabaryty ;). Chodzi mi przede wszystkim o to z jaką pasją i zaangażowaniem ten facet ciągnie do przodu wózki oznaczone szyldami HERMH i WITCHING HOUR. Pełny szacun.

Muzyka HERMH - czyli symfoniczny black metal zbliżony stylistycznie do dokonań CRADLE OF FILTH czy DIMMU BORGIR - nie wywróci do góry nogami sceny. Ale solidna jakość wykonawcza i coraz wyższy poziom kompozytorski windują grupę w moim prywatnym rankingu w górę regiony stanów średnich. W setliście wyłapałem m.in. ilustrowany teledyskiem "Hairesis". Ale innych kompozycji z ostatniego krążka "Cold Blood Messiah" także nie zabrakło. Na pewno był to Udany występ metalowców ze ściany wschodniej. Choć trudno mówić o porażeniu majestatem muzyki HERMH.

W końcu nadszedł czas na głównych bohaterów wieczoru. Tłum pod sceną zgęstniał niemal do granic możliwości. Upakowani niczym sardynki w puszce wrocławscy maniacy skandowali nazwę naszej black deathmetalowej dumy. W końcu za przyozdobionym dwoma kobrami stojakiem pojawił się Nergal, a po jego bokach stanęli Orion i Seth. Za imponującym zestawem zasiadł Inferno i zaczęła się rzeź niewiniątek od "Ov Fire and the Void". Nim zdążyliśmy ochłonąć myśliwski róg obwieścił przybycie "Demigoda". Wykonawcza precyzja i sceniczna charyzma - zdobyta m.in. dzięki doświadczeniu z wieloletnich wojaży - od razu pozwoliły mieć publikę w garści. Malta ukręcił wyśmienity sound. To na pewno był jeden z najlepiej nagłośnionych gigów BEHEMOTH jakie miałem okazję przyjemność - a uzbierało się tego trochę - oglądać, a przede wszystkim wysłuchać. Można było docenić perkusyjny kunszt Zbyla i pracę wioślarzy.

Ner tryskał entuzjazmem i udzieliło się to maniakom. "We Wrocławiu nie gra się złych koncertów" - podkreślał wokalista BEHEMOTH. A publika odwdzięczała się zwiększonym zaangażowaniem. Sekcję "odkurzanych diamentów" z przeszłości reprezentowały "Pan Satyros" i "Wolves Guard My Coffin".

Niezbyt obficie reprezentowany był najnowszy materiał. Poza openerem w podstawowym zestawie usłyszeliśmy też: "Shemhamforash", "Alas, Lord Is Upon Me". Nergal postawił na koncepcję "the best of" i publika mogła czuć się tym usatysfakcjonowana, bo wszystkie przeboje z repertuaru grupy zabrzmiały z pełną mocą. ("Conquer All", "Decade of Therion", Christians to the Lions", "Slaves Shall Serve", "As Above So Below","Antichristian Phenomenon")

Jako deser po tak obfitej uczcie zabrzmiał nieśmiertelny hymn końca millennium "Chant For Eschaton". A ukoronowaniem misterium było wykonanie monumentalnego, ilustrowanego wierszem młodopolskiego poety Tadeusza Micińskiego "Lucifer". To było prawdziwe grande finale.

BEHEMOTH w formie zaprezentowanej w W-Z dał prawdziwy pokaz mocy. W takiej formie deklasuje 90 proc. światowej konkurencji i nie mogą dziwić laury jakie grupa zbiera w rozmaitych plebiscytach w kategorii "koncertowy zespół roku". I choć może to zabrzmi odrobinę pretensjonalnie, to BEHEMOTH dziś sieje wiatr, po to by ulecieć na skrzydłach burzy jaka rozpętuje się w czasie ich gigów. I niech nie przesłonią Wam tej oczywistej prawdy kolejne doniesienia tabloidów. Howgh.

Maciej Miskiewicz

Tagi:
BEHEMOTH, HERMH, AZARATH, BLACK RIVER

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews