CREATIVE ACT OF MUSIC - relacja z koncertu we Wrocławiu - 22.01.2010

VIRGIN SNATCH, THY DISESASE, ARMAGEDON, NAMMOTH, HEART ATTACK
Można było mieć poważne obawy o frekwencję na jednym z ostatnich przystanków styczniowej trasy naszych metalowych herosów. Na szczęście nawet iście norweski mróz, w okowach którego w ów piątkowy, styczniowy wieczór znalazła się stolica Dolnego Śląska, nie zniechęcił fanów rodzimego hałasu do podjęcia trudu dotarcia do jednego z najpopularniejszych, koncertowych, wrocławskich przybytków. I choć nieco ponad stuosobowy tłumek piorunującego wrażenia nie robił, to jak zdążył mi w klubowych kuluarach zrelacjonować jeden z członków wesołej ekipy objeżdżającej Polskę w ramach trasy, bywały miejsca, w których pod względem zagęszczenia podscenicznego bywało zdecydowanie mizerniej. Wrocławscy maniacy liczebne braki nadrabiali za to pełnym zaangażowaniem, co oczywiście nie pozostało bez wpływu na atmosferę wydarzeń, które rozegrały się w klubie na ul. Hubskiej.
Do klubu udało mi się dotrzeć akurat wtedy, gdy na scenie montowała się reaktywowana – wielkie słowo, ale co tam - legenda naszej sceny deathmetalowej - Armagedon. Z przecieków od dobrze zorientowanych dowiedziałem się, że niewiele straciłem, opuszczając występy dwóch pierwszych zespołów wieczoru. Autorzy pamiętnych "Dead Condemnation" i "Invisible Circle" wkroczyli na scenę i uderzyli w publikę swoim morderczym death metalem. Oczywiście set został oparty o kompozycje z najnowszego albumu reaktywowanej w 2006 r. formacji. "Death Then Nothing" oprócz utworu tytułowego reprezentowały jeszcze m.in. "Seeing Is Believing", "Dead Code" i wieńczący całość, monumentalny "F*** End". Starsi mieli okazję obetrzeć łezkę i machnąć koafiurą przy "The Term of Existence" i "Death Liberates". Szkoda, że zabrakło "Fate", ale przedstawiciel wrocławskiego desantu w zespole – czyli Adama Sierżęgi - zapewnił, że przygotują ten numer na kolejne sztuki, bo nie jestem jedynym, który z takim rozrzewnieniem go wspomina. Od strony wykonawczej Armagedon pokazał sporą klasę. Być może byłoby jeszcze potężniej, gdyby siłę ognia wzmocnił drugi wioślarz, ale i tak nie można było narzekać. Monolit deathmetalowego ataku podbity ultragęstym bębnieniem – blaściki jak ta lala - Sierżęgi kruszył szeregi niedowiarków. Nad wszystkim unosił się okrutny growl postawnego i demonicznego Slavo. Facet docenił wysiłek maniaków spod sceny i wylewnie dziękował za ciepłe przyjęcie. Oglądając zmagania zespołu można było dojść do wniosku, jak okrutny i nieprzewidywalny bywa show-biznes. Gdyby historia potoczyła się inaczej, Armagedon mógłby być dziś tam gdzie nie przymierzając chociażby Vader. A w wersji scenicznej A.D. 2010 w to zespół uprawiający swój morderczy proceder na światowym poziomie. Ale dziś trudno spodziewać się, podobnie jak w przypadku Traumy, przełomu i szturmu na światowe listy death metalowych przebojów. Armagedon chyba zdaje sobie z tego sprawę i łoi swoje z uporem godnym lepszej sprawy. I miejmy nadzieję, uraczy nas jeszcze niejednym mocarnym albumem. Za taką postawę i wysoką jakość muzy: szacun Panowie!
Gdy na scenie zamontowali się Krakowiacy z Thy Disease byłem ciekaw jak zaprezentuje sie zespół, z którego twórczością od kilku lat nie byłem na bieżąco. Pierwsze ciekawostki pojawiły się w sferze wizualnej. Wzrok przyciągał gościnnie udzielający się za mikrofonem Syru. Wokalista w kiecce a'la sutanna i z brodą w klimatach "Skrzypka na dachu" od razu uruchomił skojarzenia z serią kawałów o braciach starszych w wierze. Z kolei specyficzna konferansjerka przypomniała, że podwawelski gród to miasto-gospodarz licznych przeglądów kabaretowych. Początkowo trudno było wczuć się w przekaz grupy. Bo muzycy między utworami - celował w tym zwłaszcza Browar - zajmowali się głównie komunikowaniem się z akustykiem, a nie publiką. A to sample były za cicho, a to stopa za głośno. Z kolei z perspektywy widza ewidentnie kulała głośność wokalu. Skrzek Michała wtapiał się w ścianę hałasu. Za sprawą tych kłopotów, jakość występu siłą rzeczy dość istotnie ucierpiała. Przez kolejne minuty mieliśmy więc okazję śledzić historię zmagań muzyków z oporną, dźwiękową materią. To co udało mi się wyłowić to skojarzenia z rodzaju tych, że muzyka Thy Disease w wersji live daje się opisać jako podlana apokaliptycznym, elektronicznym sosem, nu-metalowa jazda w stylu Slipknot, czy tez mechaniczna destrukcja inspirowana dokonaniami Fear Factory. Słychać, że chłopaki kombinują i grają zdecydowanie nowocześniej od towarzyszy swojej zimowej tułaczki po nadwiślańskiej krainie. I choć reakcja publiczności nie była aż tak żywiołowa jak w czasie gigów Armagedon i Virgin Snatch, to w drugiej połowie setu część publiki wyraźnie się rozkręciła.
Honory headlinera pełniła thrashmetalowa formacja nr 1 w naszym pięknym - mimo wszystko - kraju. Virgin Snatch z płyty na płytę udowadnia, że światowa czołówka coraz bliżej. Techniczny thrash w stylu najlepszych dokonań Testament czy Exodus na "Act of Grace" zagrany jest z takim polotem, że wszystkie retrowynalazki z Earache mogą się schować. W wersji live ekipa dowodzona przez Zielonego pozamiatała. Warsztat instrumentalistów, brzmienie gratów, charyzma wokalisty - to wszystko złożyło się na znakomity występ. Przekrojowy zestaw hiciorów z ostatnich albumów Virgin Snatch zawierał m.in. "Through Fight We Grow", "Purge My Stain", "In The Name of Blood", "Stop The (nomen omen - dop. aut) Madness". Okraszone popisami solowymi Hira - ma facet czuja do tych dźwięków - i obficie serwowanym headbangingiem w wykonaniu całej ekipy szybkie thrashowe pociski pruły powietrze i nakręcały moshing pod sceną. Gdy po około 60 minutach zespół zszedł ze sceny, publika nie dała za wygraną. Efekt – chwila wzruszeń, przy dedykowanym Vitkowi, Docentowi i Olassowi "It's Time" i szalona zabawa przy wykonanym przez zjednoczone siły Virgin Snatch i Thy Disease "Creeping Death" z repertuaru Metalliki. W ten oto miły sposób wieczór z ciężką muzyką dobiegł końca. Więcej takich i równie udanych w tym nowym, wciąż roku sobie i – przede wszystkim Wam – szczerze życzę.
Maciej Miskiewicz
Źródło: MusicNews.pl
Tagi:
Creative Act Of Music, Thy Disease, Armagedon, Virgin Snatch
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011














Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011