MARIUSZ DUDA: Lunatic Soul wywiad
Lunatic Soul – TROCHĘ UMARŁEM NA TEJ PŁYCIEGdyby nie charakter muzyki zawartej na „solowym” albumie lidera Riverside, możnaby powiedzieć, że płyta „Lunatic Soul” wdarła się przebojem na rodzimy rynek. Jednak propozycja LS to skłaniająca do refleksji etniczno-progresywna opowieść o umieraniu. Nie ma więc na tej płycie „przebojów”, jest za to wyborna muzyczno-duchowa uczta. MusicNews udało się porozmawiać z głównym architektem tego projektu – Mariuszem Dudą. Okazał się być nie tylko wrażliwym muzykiem oraz kompozytorem, ale również interesującym rozmówcą.
MusicNews: Gratuluję udanego albumu. Czy „Lunatic Soul” to jednorazowy projekt, czy możemy spodziewać się jego kontynuacji?
Mariusz Duda: Dziękuję bardzo. Mam taką nadzieję, że na jednej płycie się nie skończy, zwłaszcza że są już gotowe trzy, cztery kompozycje przygotowane z myślą o drugim albumie Lunatic Soul.
MN: Czy wchodząc do studia miałeś gotową całą koncepcję płyty? Czy też tylko jej zarys, szkic?
MD: Temat i koncepcję płyty miałem gotowe jeszcze przed wejściem do studia, większość muzyki również, ale ponieważ z autopsji wiem, że jak tylko pojawią się pierwsze nagrania, to od razu chce się eksperymentować i je zmieniać, więc zakładałem pewne zmiany w przyszłości. Moje wchodzenie do studia odbywało się na raty, żeby mieć czas na analizę. Większość nagrałem już na początku sesji, w styczniu 2008, a potem stopniowo dorzucałem resztę. W międzyczasie improwizowaliśmy sobie u Maćka Szelenbauma w domu i kiedy udało się coś ciekawego stworzyć, Maciek wpadał do studia razem ze mną i dorzucał jakieś ciekawostki. Od początku miałem też wyraźny obraz brzmienia tej płyty. Dzięki Robertowi Srzednickiemu udało się to przenieść z mojej głowy do komputera. Robert dodał również bardzo wiele od siebie jako producent, co bardzo przyczyniło się do ostatecznego, moim zdaniem bardzo interesującego brzmienia tej płyty.
MN: Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że w warstwie muzycznej „Lunatic Soul” jest celowo tak bogato zaaranżowane, by słuchacz za każdym przesłuchaniem odkrył coś nowego…
MD: To moje nagrywanie na raty miało taki plus, że przy kolejnym odsłuchiwaniu danej wersji utworu pojawiały się pomysły na dokładanie nowych ścieżek przy okazji następnej sesji. Starałem się nie przekombinować, żeby kompozycje miały dużo powietrza i przestrzeni, ale aranż zrobił się i tak w miarę bogaty. A w takim przypadku jest jak mówisz, niektóre rzeczy przy pierwszym przesłuchaniu po prostu umykają. Z każdym kolejnym jednak wyłaniają się gdzieś z gąszczu dźwięków, co dla płyty wychodzi raczej na plus.
MN: Sądzisz, że teksty zaśpiewane po polsku odarłyby „Lunatic Soul” z tajemniczości?
MD: Myślę, że nie. Kwestia doboru słów. Ale byłoby ciężko. I to już nie chodzi o tajemniczość. Wiesz, ja nie jestem przeciwnikiem śpiewania po polsku, tylko gram taką muzykę, w której polski język po prostu nie brzmi za dobrze, bo szeleści w wielu miejscach. W Lunatic Soul wokal traktuję bardziej jak instrument i najchętniej nie widziałbym tutaj żadnego tekstu. Myślę, że kiedyś nagram właśnie taką płytę.
MN: Może Cię to zaskoczy, ale mam wrażenie, że na „LS” śpiewasz celowo delikatniej i liryczniej… Czy taki efekt chciałeś osiągnąć?
MD: No ja tu trochę umarłem na tej płycie, może dlatego jest delikatniej i liryczniej (śmiech). Na pewno lżej, bo ludzką duszę waży się podobno w gramach.
MN: Na płycie opowiadasz o życiu, ale poprzez pryzmat śmierci. Bardzo literacki pomysł… Komponując muzykę szukasz inspiracji w książkach, prozie, poezji?
MD: Jeśli dany temat nie dotyczy mnie osobiście. W prozie, w scenariuszach filmowych. Jestem w ogóle bardzo audiowizualny. Mam w domu ścianę różnych formatów płytowych i staram się codziennie czymś szprycować.
MN: Z dzieciństwa pamiętam moją i moich sióstr przepełnioną strachem fascynację książkami „Życie po życiu” i „Życie po śmierci”. Czy taki właśnie klimat – relacji z podróży duszy – chciałeś oddać na płycie?
MD: Tak. Książka Raymonda A. Moody’ego była zresztą jedną z inspiracji tej płyty. Iana Wilsona również przeczytałem. Główna inspiracją była zaś śmierć kliniczna bliskiej mi osoby, jej opowieści z tym związane. Kiedy nie wiesz, czy to wszystko działo sie naprawdę, czy było tylko wytworem Twojej wyobraźni, to jest to świetny temat na płytę.
MN: A czy sam kiedykolwiek miałeś myśli samobójcze? Bądź w jakiś sposób „otarłeś” się o śmierć?
MD: Dosyć poważnie otarła się o śmierć wspomniana bliska mi osoba, a jeśli chodzi o samobójstwo to za dużo jest jeszcze do przeżycia, do przeczytania, do obejrzenia, przede wszystkim do stworzenia czegokolwiek, żeby w ogóle dopuszczać do siebie taką myśl. Wystarczy, że jeden z moich ulubionych pisarzy wpadł na ten wspaniały pomysł i skończył w wannie z workiem na głowie. Poza tym to już jest niemodne (śmiech).
MN: Jaki jest Twój stosunek do wiary chrześcijańskiej? Uważasz, że wychowanie w naszym katolickim kraju ma na Ciebie wpływ jako artystę?
MD: Myślę, że moja artystyczna droga nie ma zbyt wiele wspólnego z wychowaniem w naszym katolickim kraju. Poruszam się w takich obszarach artystycznych, które raczej nie przeszkadzają ani ortodoksyjnym katolikom, ani ateistom, chociaż na upartego na nowej płycie Lunatic Soul można znaleźć odnośniki do buddyzmu, więc może to się komuś nie spodobać, ale to juz jego prywatne zmartwienie. Osobiście uważam, że w każdej z wielkich religii jest do odnalezienia wiele prawd, które mogą pomóc w życiu, kwestia własnego wyboru.
MN: I znów, mam nadzieje, że Cię zaskoczę. Kiedy słucham najnowszej Metallicy „Death Magnetic” – mam ochotę im powiedzieć: „panowie, jeśli chcecie coś powiedzieć o śmierci, to musicie mieć coś o niej do powiedzenia. A po przesłuchaniu Waszej płyty nie mam ochoty do niej wracać, a was samych skierowałbym na roczną pracę np. w hospicjum. Wtedy byście dojrzeli, a nie cynicznie szukali tematu, dzięki któremu sprzedacie więcej.” Kiedy natomiast słucham Twojej płyty… Nie muszę wiedzieć, że ona traktuje o śmierci. Jest w Twojej muzyce taka wrażliwość, że przekonuje.
MD: Dziwne porównanie z tą Metalliką, ale dziękuję.
MN: Szczerzę życzę „Lunatic Soul”, by osiągnęło sukces za granicą. Czy jest to możliwe, czy masz jakieś informacje jak płyta jest przyjęta poza granicami Polski?
MD: Bardzo pozytywnie, np. w prestiżowym niemieckim miesięczniku Eclipsed, Lunatic Soul znalazło się na szóstym miejscu w rocznym podsumowaniu 2008 roku, co mnie bardzo zaskoczyło. Poza tym powoli do przodu. Wiele osób z dnia na dzień dowiaduje się o istnieniu czegoś takiego jak Lunatic Soul i reakcje są bardzo pozytywne, więc wszystko jest na dobrej drodze.
MN: Rozmawiałem niedawno z Paul’em Gilbert’em, który powiedział w wywiadzie, że według niego by być dobrym gitarzystą trzeba codziennie nauczyć lub starać się nauczyć jednej, nowej rzeczy. Jak Ty rozwijasz swój warsztat, jako muzyk i twórca?
MD: Podobnie. Z wiekiem coraz trudniej mnie zaskoczyć, powalić, zachwycić, jeśli więc coś komponuję staram się robić to tak długo, aż osiągnę zamierzony efekt. Poza tym uważam, że raz na jakiś czas należy pracować z innymi muzykami, innymi ludźmi. Najlepiej takimi, od których możesz się wiele nauczyć. Nabierać innego podejścia, próbować coś robić od innej strony. Lunatic Soul daje mi właśnie takie możliwości.
MN: Czytujesz recenzje płyt, które nagrywasz? Przejmujesz się tymi tekstami czy są Ci kompletnie obojętne?
MD: Pamiętam, że ktoś podrzucił mi kiedyś opowiadania Patricka Suskinda, gdzie było jedno genialne, nazywało się „Obsesja głębi”. Polecam je wszystkim artystom, których frustrują opinie krytyków. Owszem, czytuję różne wypowiedzi i recenzje, ciekawi mnie bowiem, jak słuchacze i krytycy odbierają moją muzykę, ale staram się nie sugerować za bardzo tymi opiniami. Mam już swój styl i obrany przez siebie kierunek muzyczny, więc konsekwentnie zmierzam w stronę samospełnienia, jeśli kiedykolwiek ono nastąpi (śmiech).
MN: Nie irytuje Cię porównywanie Twojej muzyki do dokonań Petera Gabriela, Dead Can Dance czy Pink Floyd? Nie wolałabyś, by osądzano Cię według innej miary tzn. nie stosowano takich porównań?
MD: Te porównania akurat drażnią mnie najmniej (śmiech). Oczywiście, że wolałbym. Zwłaszcza, że ludzie przyklejają się do kilku nazw i powtarzają je w kółko. Miałem kiedyś znajomego, który słuchał tylko The Police i U2. Kiedyś w dawnym zespole graliśmy próby, on raptownie pojawiał się w drzwiach i mówił: „O, to kojarzy mi się z The Police”, a po chwili: „O, a to kojarzy mi się z U2”. I tak w kółko, chociaż przyznaję nie miało to wiele wspólnego z tymi zespołami. Przez takie porównania musi przejść każdy – dają Ci spokój dopiero, jak zobaczą, że sie tym nie przejmujesz i konsekwentnie nagrywasz płyty po swojemu.
MN: W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że z Riverside możecie zagrać wszystko. Skąd taka, bez urazy, arogancka pewność siebie?
MD: No cóż, jeśli w dzisiejszych czasach nie jesteś pewny siebie, to szybko wędrujesz do pudła ze starociami. Z roku na rok coraz bardziej uzupełniamy się muzycznie, coraz więcej potrafimy uzyskać jako zespół, stale się rozwijamy. Ja po prostu w nas wierzę (śmiech).
MN: Kiedy możemy spodziewać się nowej płyty Riverside – „Anno Domini High Definition”. Czy będzie ona jakąś znaczącą odmianą po Waszej Trylogii…
MD: Na pewno będzie kolejnym krokiem naprzód. Wiesz, my staramy się łączyć to, co „stare ale jare” z tym co nowe i dobre. Płyta będzie bardziej rockowa, będzie, że się tak wyrażę, bardziej z jajami niż wszystko, co zrobiliśmy do tej pory. Ale przy całym zachowaniu fajnych melodii i patentów charakterystycznych dla naszego zespołu. To nie będą utwory typu „Rainbow Box”, raczej dłuższe, rozbudowane kompozycje, ale z większą energią, oddechem i swobodą. Już dawno nie mieliśmy takiej frajdy przy komponowaniu i nagrywaniu, myślę, że to wszystko udzieli sie również słuchaczom.
Dawid Brykalski
Tagi:
Lunatic Soul, Riverside
Komentarze
W sumie to już troche nie moge doczekac sie nowej płyty Riverside. I drugiej płyty Lunatic Soul :)))
(2009-03-04 | 22:44)
~ Kama
[ x ]
Czego szukasz?
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011














Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011