musicnews musicnews

MAYHEM - relacja z koncertu w Krakowie, 27.05.2010

Data: 2010-05-28
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl
Attila Csihar, fot. Agnieszka Zwara

Poprzednia wizyta Mayhem w Polsce miała miejsce w 2004 roku. Z tamtego składu na pokładzie zostało już tylko dwóch muzyków, a kolejne próby ściągnięcia nad Wisłę cieszącej się złą sławą formacji spalały na panewce. Z kilku powodów, przy czym jeden z nich jest teraz zajęty ściganiem pewnego poznańskiego rapera i szukaniem diabła w pani Rabczewskiej. Skorzystali na tym fani, którzy w końcu otrzymali możliwość obejrzenia legendy black metalu z mistrzem ceremonii Attilą Csiharem za mikrofonem. Jednak o ile charyzmatyczny Węgier stanął na wysokości zadania, o tyle towarzyszący mu zespół sprawiał wrażenie przebywającego na suto zakrapianej wycieczce krajoznawczej. Przy okazji sprawdziło się stare porzekadło, że nie taki diabel straszny jak go maluja.

 

Niemal natychmiast po wypełnionym marszowymi werblami intro, zespół w asyście nagłośnieniowca postawił przed publicznością ścianę dźwięku, za którą mogło się kryć dosłownie wszystko: od bandy naprutych ziomali, przez muzyków nie znających swojego repertuaru, aż po sprawnych rzemieślników czy nawet nieodkrytych jeszcze wirtuozów. Gdyby nie Attila, skutecznie zacierający granice między koncertem a artystycznym performancem, byłoby bardzo słabo. Wszystko przez to, ze utwory zlały się w jedną wielką nawałnicę syntetycznie brzmiących bębnów i sypiących piaskiem gitar, spomiędzy których przebijały się jego opętańcze krzyki. Csihar wyszedł na scenę ucharakteryzowany na zombie, dzierżąc w rękach kilka muzealno-koscielnych rekwizytów, wśród których znalazły się między innymi kadzidło, szubienica i czaszka. Jednak to nie jego strój sceniczny, ani adekwatne do niego zachowanie robiły największe wrażenie, a zjawiskowe partie wokalne. Od opętańczych krzyków, przez niskie growle, aż po tuwiński śpiew alikwotowy – Attila po raz kolejny pokazał, że ciężko go wcisnąć w sztywne ramy blackmetalowej ekspresji.

 

Setlista nie budziła większych zastrzeżeń - obok obowiązkowych "hitów" z "De Mysteriis Dom Sathanas" znalazło się też miejsce na wycieczkę do czasów "Deathcrush”, jak i na zamykające dotychczasową dyskografię Mayhem krążki "Chimera” i zjawiskowy "Ordo Ad Chao”, tyle że podczas krakowskiego koncertu utwory te kompletnie straciły swój charakter. Owszem, było ekstremalnie – poziom dźwięku niemal powodował krwawienie z uszu (choć nie tylko z uszu, o czym przekonało się kilku nadaktywnych uczestników imprezy), ale aż do poziomu, przy którym doszukiwanie się w tym chaosie jakiegoś większego sensu stawało się niemożliwe. W wolniejszych fragmentach (w tym w świetnym "My Death”) mieliśmy okazję poczuć namiastkę mocy, jaką mógł nieść ze sobą występ norweskich muzyków. Niestety - za krótko i zbyt sporadycznie. Podstawowym – rzecz jasna obok fatalnego brzmienia – problemem Mayhem jest obecnie brak instrumentalisty, który byłby w stanie pociągnąć ten przystrojony grobowym całunem wózek. Do tej roli nie pasuje niestety Hellhammer, który swoimi bezdusznymi, triggerowanymi bębnami mógłby bez większych problemów konkurować z najlepszymi automatami perkusyjnymi. Prawdziwym sprawdzianem okaże się dopiero nowy album grupy. Jeżeli jednak krakowski koncert był w jakimś stopniu jego namiastką, z przykrością stwierdzam, że szkoda na to czasu i nerwów.

 

W rolach supportów zaprezentowały się formacje Guru Of Darkness, I Divine, reaktywowany rodzimy Mastiphal i Noctiferia.

 

Maciek Stankiewicz
 


Źródło: MusicNews.pl

Tagi:
Attila Csihar, Mayhem, koncert, black metal

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews