PRZESTRZEŃ MUZYKI: Dianoia, Brain Connect, Tides From Nebula, Disperse, Riverside - Łódź, 17.10.2009
Chyba przemawia przeze mnie patriotyzm lokalny, ale coraz bardziej lubię przychodzić do łódzkiej Wytwórni. Z koncertu na koncert mam do czynienia z doskonalsza organizacją i coraz lepszymi warunkami technicznymi. Tym razem w byłej hali Łódzkiej Wytwórni Filmów Fabularnych (kręcono tu m.in. "Kingsajz") odbył się prawdziwy festiwal muzyki progresywnej i okolic, a w roli gwiazdy wystąpił zespół, który może bez żadnego wstydu mógłby reprezentować rockowa Polskę w dowolnym zakątku świata – Riverside.Aż pięć zespołów jednego wieczoru, to znaczy dużo muzyki i spora dyscyplina dla wszystkich. I tu kolejny plus dla organizatorów – wszystko "trybiło" jak świetnie naoliwiona maszyna. Ok. 18 po zdawkowej zapowiedzi, o co w "Przestrzeni Muzyki" chodzi, na scenie pojawił się zespół o filozoficznej nazwie Dianoia. Warszawiacy zaprezentowali set złożony z dramatycznych kompozycji opartych na chwytach tak starych jak pierwsze składy Marillion i Genesis. Technicznie – poprawnie (mimo, że brakowało jednego z gitarzystów), muzycznie i koncepcyjnie – wtórne. Panowie jednak nie zdążyli zanudzić nikogo, bo czasu mieli za mało – ledwie 30 minut. Skończyli i poszli, a tymczasem zastąpiło ich jakieś (wizerunkowo) kompletnie niewyjściowe trio. Tacy studenci filozofii i literatury, którzy więcej wydają na rozrywki i książki niż przyodziewek. Nic to jednak, panowie niby się jeszcze stroili, ale to już było intro… Instrumentalne popisy – szczególnie czerwony (chyba) Gibson sobie swawolił! – młodzieńców były na bardzo wysokim poziomie. Basista czasem porzucał bas, by wzbogacić aranże klawiszami. Propozycja Brain Connect to fuzja starego, instrumentalnego rocka połączona z młodzieńcza energią i pomysłowością. Nie wiedzieć kiedy minęło ich 30 minut. Jak dla mnie mogliby porzeźbić jeszcze drugie tyle.
Kolejną krótką przerwę przeznaczyłem na zapoznanie się z ofertą "zaplecza". Jedzenie, piwko, płyty, koszulki, plakaty, gadżety… Norma. A jednak było i coś innego. Miłe panie ustawiły stoisko akcji społecznej Młodzi w Łodzi. Bardzo zacna inicjatywa, program ma przekonać do tego, by młodzież zostawała w Łodzi i tu robiła karierę, tudzież pieniądze. Bardzo mi się inicjatywa podoba, cel jest jak najbardziej słuszny. Problem leży gdzie indziej – w Łodzi ciekawych etatów jest znikoma ilość, dla reszty pozostaje kasa w supermarkecie lub taśma montażowa w fabryce AGD… Te smutne refleksje przerwała mi muzyka z sali koncertowej. Warszawska Tides From Nebula to koncertowy wymiot. Panowie zaczynają łagodnie, melancholijnie, onirycznie wręcz. Po zbudowania stosownego napięcia zaczynają szaleć – instrumentalnie i cieleśnie. Gitary wydają jakieś opętańcze dźwięki, sekcja nadaje utworowi prawie thrashowy rozpęd, muzycy miotają się w jakimś niekontrolowanym ataku ADHD. Zajadły, rockowy szturm na zmysły. I znów – 30 minut, a nie wiem kiedy minęło. Koncertowo i muzycznie Tides From Nebula okazała się dużą atrakcją. Z przyjemnością wybiorę się na ich pełnowymiarowy show.
Przy większej ilości zespołów nie może być tak, że poziom jest cały czas równie wysoki. Przed samą gwiazdą wystąpił zespół Disperse. Chłopcy – średnia wieku poniżej 20 lat – jeżdżą z Riverside na całej trasie. I bardzo się temu wyborowi dziwię. Od pierwszych nut słyszałem, że Disperse zbyt dużo nasłuchało się Dream Theater. Brzmienie, koncepcja, kompozycje – wszystko jak słaba kalka Nowojorczyków. I cóż z tego, że oni (Disperse) są tak młodzi? Jak dla mnie w żaden sposób ich to nie tłumaczy. Koledzy z Brain Connect są niewiele starsi, jednak starają się być oryginalni. Bardziej doceniłbym próbę zrobienia muzyki po swojemu, nawet obarczoną błędami, niż takie odtwórczy – udający własny – set. Disperse był dla mnie najgorszym rozgrzewaczem. Na nic entuzjazm, na nic umiejętności techniczne, gdy jako słuchacz muszę ścierpieć kopię czegoś, co znam zbyt dobrze w oryginale.
Wreszcie sama gwiazda. I, nie wiem jak inni, ale ja miałem od początku wrażenie, że występuje w Wytwórni nie jakaś gwiazda z polskiego zaścianka ale prawdziwa gwiazda światowego formatu. Doskonałe nagłośnienie, żadnych kiksów, sprzężeń itp. świetne światła oraz kapitalna praca człowieka odpowiedzialnego za ich obsługę. Dobór utworów – z wyjątkiem jednego kawałka – wyborny. Forma zespołu – mimo, że to prawie koniec trasy (przedostatni koncert), trudno lepszą. Przycięcie publiczności – oczarowanie pomieszane z nieskrywanym uwielbieniem. A przecież to wcale nie łatwa muzyka w odbiorze. Rok temu Riverside nagrywał w Wytwórni swoje koncertowe DVD, równie dobrze mógłby zrobić to teraz. Koncert tak udany, że nie wiadomo kiedy się skończył! Zespół schodzi ze sceny, a ja nie mogłem się otrząsnąć z wrażenia, że dopiero zaczęli. Szczególnie trzy ("Egoist Hedonist", "Left Out" i "Hybrid Times") ostatnie kawałki z podstawowego setu były prezentacją wartości zespołu i koncertowej atrakcyjności. Potem pierwszy bis – niefortunnie rozpoczęty zbyt błahą kompozycją, piosenką wręcz. Potem drugi bis – i kiedy wydawało się, że będzie i trzeci, muzycy jednak ostatecznie zeszli ze sceny. Szkoda, naprawdę szkoda. Na takim poziomie mogliby grać jeszcze 2-3 godziny, a i tak nie byłoby nudno.
Pisząc banalnie – reasumując: świetny wieczór, doskonały występ gwiazdy głównej. Wszystko za (cena biletu - 30 pln) kwotę mniejszą niż wydaje się na wieczór w pubie. I najważniejsze, wreszcie w Łodzi klub, do którego chce mi się chodzić, i do którego zjeżdżają coraz lepsi wykonawcy. Jak dla mnie bomba.
Tekst: Dawid Brykalski
Zdjęcia: Tomasz Przybył








Źródło: MusicNews.pl
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
- ŚWIEŻA KREW: Smoke Fairies
- PORCUPINE TREE - relacja z koncertu w Łodzi, 17.07.2010
- BRENDAN PERRY - relacja z koncertu w Warszawie, 15.07.2010
- XVII WITH FULL FORCE - relacja z festiwalu w Niemczech, 2-4.07.2010
- ŚWIEŻA KREW: Warpaint
- SONISPHERE FESTIVAL - relacja z festiwalu w czeskich Milovicach, 19.06.2010
- SOULFLY - relacja z koncertu we Wrocławiu, 11.06.2010
- SERJ TANKIAN - relacja z koncertu w Warszawie, 20.06.2010
- ARMIA - relacja z koncertu w Warszawie, 11.06.2010
- ŚWIEŻA KREW: Sleepy Sun















Ka, Slope/The Experience of Losing Control
A Way Away
Mojo
Radio Silence
In Excelsis
III: Remember Who You Are
Invictus
Coat Of Arms
Variations
PORCUPINE TREE - Łódź, 17.0...
DERANGED, DESECRATION - Londyn...
DEVILDRIVER - Warszawa, 20.06....
XVII WITH FULL FORCE FESTIVAL ...
COHEED & CAMBRIA - Warszawa, 0...
THE BUG, ROB SWIFT + MISTA SIN...