musicnews musicnews

SATYRICON, SHINING, DARK FORTRESS - relacja z koncertu w Krakowie - 13.12.2009

Data: 2009-12-15
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl
Glamour Extravaganza

"Shit, the power just went out here in Krakow" - taka informacja pojawiła się na oficjalnym profilu Satyricon w serwisie Twitter. Problemy z prądem na szczęście nie powtórzyły się podczas występu Norwegów, dzięki czemu zebrana w klubie Studio publiczność miała okazję obejrzeć efektowny i dopracowany w najmniejszych szczegółach show. Na tyle dobry, że nazwa "Finale in Black", pod którą odbywa się trasa koncertowa zespołu, wydaje się być tylko dobrym żartem.

Wspomniane problemy pojawiły się na krótko przed wejściem na scenę pochodzącej z Bawarii grupy Dark Fortress. Dzięki temu, w gruncie rzeczy przykremu incydentowi, mogliśmy jednak cieszyć nasze oczy niecodziennym widokiem uśmiechniętych i palących papierosy blackmetalowców w pełnym scenicznym rynsztunku. I w zasadzie na tym powinna się skończyć nasza przygoda z Niemcami, bo to co pokazali kiedy udało się już włączyć wzmacniacze, wołało o pomstę do piekła, a protektorat samego Toma G. Warriora świadczy tylko o tym, że nie widział swoich podopiecznych na żywo. Tak, mili państwo, grało się metal w prowincjonalnych domach kultury w połowie lat 90. ubiegłego wieku. Tutaj trochę Tiamat z okresu "Clouds", tam parę riffów żywcem przeniesionych z "Ceremony Of Opposites" Samael, a całość podana w typowo kwadratowo-niemieckim stylu. No i jeszcze groteskowy kostium wokalisty, który mógłby spokojnie robić za technicznego podczas koncertów GWAR. Wszystko to każe się zastanowić co taki zespół jak Dark Fortress robi w roli supportu pierwszoligowego zespołu, jakim bez wątpienia jest Satyricon. Może komuś spodobała się nazwa formacji?

Szwedzki Shining to nie tylko bardzo dobra muzyka, ale też (a może przede wszystkim?) kontrowersyjne koncerty. Wystarczy wspomnieć zamieszanie, jakie towarzyszyło występowi grupy przed dwoma laty w Halmstad, kiedy publiczności wręczono żyletki, a na scenie wokalista rozpętał bijatykę. W Krakowie do rękoczynów co prawda nie doszło, ale lider Shining i tak dał popis gasząc na swoim ciele papierosy i wymieniając płyny z basistą Andreasem Larssenem. Te sceniczne ekscesy nie były jednak w stanie przyćmić muzyki, która doskonale broni się bez towarzyszących jej prowokacji. Mogło przeszkadzać brzmienie (zdecydowanie za głośne solówki gitarowe w stosunku do reszty instrumentów) i ostatnia tego wieczoru awaria prądu w klubie, ale Szwedzi w pełni zrekompensowali fanom te niedogodności. Oprócz utworów z najlepszej "V: Halmstad" i najnowszej "VI: Klagopsalmer", mogliśmy usłyszeć również premierową kompozycję, która znajdzie się na zapowiadanej na przyszły rok ósmej płycie Shining. I tak jak ich krakowski występ można określić mianem punkrockowej wariacji na temat Opeth, tak wszystko wskazuje na to, że nowy materiał będzie kolejnym krokiem w tym kierunku.

Mimo braku drugiego gitarzysty (choć w tej roli okazjonalnie występował Satyr) gwiazda wieczoru nie zawiodła. Nie był to występ na miarę tego, jaki dali dwa lata temu we Wrocławiu, ale na pewno zdecydowanie lepszy od ubiegłorocznej Metalmanii. Satyricon po prostu znacznie lepiej wypada w klubach niż na wielotysięcznych spędach. Setlistę zdominowały utwory z najnowszego albumu "The Age Of Nero", które wypadły dużo lepiej niż z płyty. Poza tym zaledwie jeden kawałek z "Rebel Extravaganza" (i nie był to "Havoc Vulture" tylko "Supersonic Journey"), największe przeboje z "Now, Diabolical" ("K.I.N.G." i tytułowy), energiczny "Fuel For Hatred", ale także "Forhekset" i chóralno-biesiadna wersja "Mother North" z "Nemesis Divina". Niespodzianek nie było, ale chyba niewielu ich oczekiwało.

Satyricon to od ładnych paru lat show dwóch muzyków. Na pierwszym planie dumnie kroczący po scenie i dyrygujący publicznością Satyr. W tle jeden z najszybszych metalowych perkusistów – Frost. A wszyscy w czarnych koszulach i dzierżący nienagannie pasujące do strojów instrumenty. Do tego synchroniczne machanie głowami (tutaj brawa dla pani na klawiszach) i... perfekcyjne odegranie materiału. Trochę brakowało w tym wszystkim spontaniczności i żywiołu – za takie ciężko uznać harcerskie okrzyki "Hej! Hej!", biesiadne intonowanie intra do "Mother North" czy wywijanie kiczowatym statywem. Wszystko wskazuje jednak na to, że o spontaniczności w przypadku Satyricon możemy już mówić tylko w czasie przeszłym. Teraz Norwegowie to ekstraklasa wśród profesjonalistów, black metal w wersji glamour – idealnie zagrany, świetnie brzmiący i podkreślony kredką do oczu. Taka doskonale naoliwiona i trochę bezduszna maszyna, którą mimo wszystko trzeba zobaczyć.

Tekst: Maciek Stankiewicz
Zdjęcia Agnieszka Zwara/handoneye.com


















Źródło: MusicNews.pl

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews