Tin Pan Alley

musicnews musicnews

STEVEN WILSON - wywiad

Data: 2010-09-10
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

Konotacje sadomasochistyczne

 

Steven Wilson wraz z resztą składu Porcupine Tree zagrali w sierpniu 2010 r. w łódzkiej Wytwórni. To był bardzo udany koncert. Przed występem lider grupy zechciał udzielić mi wywiadu, który z planowanych 20 minut rychło przerodził się w blisko godzinną rozmowę.

 

Steven Wilson: Co się tu u Was stało? Jest niemożliwie gorąco, chyba bardziej niż na powierzchni Słońca, co jest niezwykłe dla Polski.

 

Dawid Brykalski: Dokładnie. Nie lubię gdy jest tak gorąco… Steven, czy Polska i polscy fani są szczególnie ważni dla ciebie?

 

Tak, Polska była jednym z pierwszych krajów poza naszym, do którego przyjechaliśmy na koncerty. Chyba Włochy były pierwsze, Holandia druga, a Polska była trzecim krajem, który odwiedziliśmy i zobaczyliśmy, że mamy tu wielu fanów. Uwielbiam Polaków, przez jakiś czas miałem nawet dziewczynę z Polski, więc kilka razy byłem tutaj żeby ją odwiedzić. Rzecz w tym, że Polska, tak jak Włochy, to jeden z tych krajów, gdzie mam wrażenie, że podobaliśmy się bardziej kilka lat temu i gdy tu wracamy zawsze mam poczucie, że fani oczekują od nas starego materiału. To zresztą bardzo dobrze, bo jestem również dumny z naszych wcześniejszych nagrań, ale... wydaje mi się, że bardziej trafialiśmy do polskiej publiczności takimi płytami jak "Stupid Dream" czy "Signify" i mniej podoba im się ta cięższa muzyka, którą gramy od kilku lat. W innych krajach na świecie nasza popularność stale rośnie, natomiast w Polsce niekoniecznie. Ale nie mam z tym problemu, gramy też przecież starsze kawałki. Ale tak, z historycznych powodów Polska zawsze była bliska naszym sercom.

 

Jordan Rudess z Dream Theater zagrał na Twojej pierwszej solowej płycie a po tym koncercie robisz przerwę aby dokończyć nagrywanie kolejnego solowego albumu. Czy masz już pomysł o czym będzie, tytuł, może listę muzyków, którzy na niej wystąpią?

 

Zacząłem już nagrywać tę płytę, a Jordan już na niej zagrał. Powiedziałbym, że jest gotowa w jakichś 60-70%. Nie mam jeszcze kompletnej wizji i nie potrafię ci w tej chwili powiedzieć, kto jeszcze się na niej pojawi...

 

A kiedy się ukaże?

 

Myślę, że prawdopodobnym, realistycznym terminem jest początek przyszłego roku. Kończymy trasę Porcupine Tree dopiero w październiku, więc nie mogę się wcześniej za to zabrać. Obecnie pracuję nad trzema różnymi płytami i wszystkie są w różnych stadiach ukończenia - nagrywam także płytę Blackfield, nagrywam płytę z innym artystą – w sumie powstają trzy płyty i prawdopodobnie nie uda mi się porządnie zabrać za nie przed końcem trasy. Mam jednak nadzieję, że przed świętami przynajmniej jedna z nich będzie gotowa do wydania w lutym lub marcu, jakoś tak.

 

Czy kariera solowa jest dla ciebie ważniejsza niż Porcupine Tree?

 

Czy jest ważniejsza? W pewien sposób jest, ze względu na to, że moje solowe wydawnictwa są w oczywisty sposób najbardziej osobistymi płytami, jakie nagrałem. Jednym z aspektów, właściwie jedną z zalet bycia w zespole jest konieczność wypracowywania kompromisów, a jest nas czterech i nie zawsze zgadzamy się ze sobą odnośnie muzyki, którą chcemy grać. Mimo że piszę większość muzyki dla Porcupine Tree, niektóre pomysły nie przechodzą. Brzmienie naszego zespołu jest więc rozpoznawalne między innymi dlatego, że pochodzi z miejsca, w którym spotykają się nasze wizje. Ale zespół to dla nas nie wszystko - Gavin, Colin i Richard także pewnie mają swoje pomysły, które w pewien sposób nie pasują do tego, czym jest Porcupine Tree. Tak samo jest ze mną i moją solową muzyką – są rzeczy, które chciałbym grać w Porcupine Tree, a które mogę realizować tylko w moim solowym projekcie. Kariera solowa ma więc dla mnie bardziej osobisty wymiar, bo zawiera wszystkie aspekty mojej muzycznej osobowości. Jest w niej art rock, ale także muzyka industrialna, shoegaze, drone, noise czy piosenka autorska – to się wszystko łączy i pozwala mi przedstawić wszystkie strony mojego muzycznego charakteru.

 

Czasami kiedy słucham twojej muzyki, szukam w niej dźwięków, przy których dorastałeś, Joy Division, The Cure... ale znajduję również odrobinę The Beatles...

 

Cóż, słyszałem wiele różnych gatunków... Art rock lat 70. inspiruje mnie dzięki mojemu ojcu, który bez przerwy słuchał "The Dark Side Of The Moon" i "Tubular Bells". Oprócz tego, starszy brat mojego przyjaciela miał ogromną kolekcję płyt takich zespołów jak Hawkwind i Camel, słuchałem więc dużo takiej muzyki. A jednocześnie moja matka słuchała muzyki disco, Donny Summer, ścieżki dźwiękowej z "Gorączki sobotniej nocy", Donny Washington – i to też mi się podobało i nadal podoba.

 

To bardzo melodyjna muzyka.

 

Tak, jest niesamowita. A w tym samym czasie chodziłem do szkoły z dzieciakami, które słuchały nagrań The Police, Madness, The Specials, Joy Division, Gary'ego Numana, muzyki wczesnych lat 80. i to także mnie inspiruje. Moje muzyczne korzenie są więc bardzo eklektyczne, bo jako dziecko byłem otoczony różnymi gatunkami muzycznymi. Moje pierwsze profesjonalne nagrania to zespół No-Man, który czerpie inspiracje z art-popu czy eksperymentalnego popu lat 80 i nie ma nic a nic wspólnego z progiem lat 70., zaś Porcupine Tree był na początku małym projektem na boku, takim dla zabawy, w którym miałem zgłębiać moją fascynację muzyką psychodeliczną lat 60. i art rockiem lat 70., ale to właśnie Porcupine Tree stał się...

 

…tą fikcyjną nazwą...

 

Tak, to było tak trochę dla zabawy, dla żartu i oczywiście to Porcupine Tree stał się najbardziej znanym z moich muzycznych projektów, więc wiele z tych innych muzycznych wpływów, rzeczy typu muzyka disco i post-punk, zostało zepchniętych na dalszy plan. Ale staram się je wykorzystywać w mojej solowej działalności i dlatego jest ona w jakiś sposób wierniejszym odzwierciedleniem mnie. Nie zrozum mnie źle, oczywiście nadal uwielbiam nagrywać bardziej progresywne, artystyczne rzeczy i ludziom podoba się ta strona mojej osobowości. Jestem zapraszany do współpracy z muzykami reprezentującymi ten gatunek ze względu na to, że jestem z nim kojarzony, więc siłą rzeczy jestem i pewnie już zawsze będę związany z progrockową sceną. Niekoniecznie to planowałem, nie było to moim zamiarem, ale tak to się właśnie ułożyło.

 

A gdy spojrzysz wewnątrz siebie jako artysta, jako muzyk, jako człowiek, uważasz, że masz bardziej emocjonalne czy też może bardziej wyrachowane podejście do życia? Czy ma to wpływ na twoją twórczość?

 

Jeśli chodzi o pracę czy...

 

O pracę, życie, muzykę... Całokształt. Za jakiego człowieka się uważasz?

 

Hmmm... to poważne pytanie. Tak naprawdę nie znam na nie odpowiedzi. Myślę, że aby cokolwiek osiągnąć, trzeba zachować równowagę – nie możesz mieć czysto emocjonalnego podejścia do wszystkiego, nie możesz pozwolić aby twoje uczucia miały wpływ na wszystko. Jeśli jesteś częścią muzycznego biznesu, a przecież to niestety jest biznes, jeśli chcesz zarabiać w ten sposób na życie - ja zarabiam i chciałbym żeby tak zostało - musisz być biznesmenem i musisz być do pewnego stopnia, że użyję twojego słowa, wyrachowany.

 

Biznesem jest na przykład zespół Bon Jovi – zawsze słyszę tę samą piosenkę i dla mnie to jest biznes, wszystko jest wyrachowane.

 

To prawda, ale to dlatego, że biznes stał się w tym przypadku zbyt istotny.

 

Właśnie to miałem na myśli…

 

Jeśli spojrzysz na takich artystów jak Madonna – Madonna zawsze planuje swój kolejny ruch, zawsze zastanawia się jak może utrzymać swoją sławę, jak sprawić, żeby gazety znów o niej napisały – ci ludzie to stuprocentowi biznesmeni. Ja taki nie jestem. Ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że muszę choć częściowo być świadomy biznesowej strony mojej działalności. Powiedziałbym tak: nie pozwalam aby interesy miały jakikolwiek wpływ na moją twórczość, tworzę muzykę "w próżni", nie biorąc pod uwagę żadnych zewnętrznych ograniczeń. Po prostu robię to co mi się żywnie podoba. Natomiast sprawa wygląda trochę inaczej w przypadku Porcupine Tree, bo jako zespół mamy większą, stałą grupę fanów, musimy spełniać oczekiwania wytwórni, fanów, managementu, wszystkich tych ludzi i, mimo że staramy się nie zwracać na to większej uwagi i robić to, co chcemy, te oczekiwania pozostają jednak gdzieś w świadomości. Nie wiem, czy mają one wpływ na muzykę, którą tworzymy, czy też nie. Mam nadzieję, że nie, ale być może jednak jakiś mały wpływ mają. Za to w moim własnym solowym projekcie nie jestem niczym skrępowany. Nie ma żadnych oczekiwań wobec moich solowych płyt więc tworzę muzykę nie myśląc ani trochę o stronie biznesowej. Choć gdy już płyta jest gotowa, z chęcią siadam z przedstawicielami wytwórni płytowej i mówię, OK, jak możemy najlepiej to sprzedać, czy będzie singel, czy możemy iść do radia, czy powinniśmy zorganizować trasę i tak dalej – wtedy zaczyna się biznes. Ale nigdy przed ukończeniem materiału na płytę, więc nie ma to wpływu na muzykę.

 

Czy chciałbyś zmienić pracę? Na pewno świetnie czujesz się jako muzyk, więc myślę, że "praca" nie jest nawet właściwym słowem.

 

Cóż, myślę, że jednak jest. To jest praca zawodowa. Muzyka to praca zawodowa. Czy chciałbym zmienić pracę... nie, ale chciałbym, żeby się jeszcze rozwinęła. Na przykład wciąż chciałbym bardziej zaangażować się w przemysł filmowy. Trochę już zacząłem nad tym pracować przy tworzeniu mojego własnego filmu, który ukaże się na DVD we wrześniu, oraz podczas pisania scenariusza z jednym z moich przyjaciół. Próbuję więc amatorsko zajmować się także innymi mediami, ale chciałbym też aby moja muzyczna kariera prowadziła do współpracy z coraz większą liczbą muzyków z coraz większej ilości krajów, reprezentujących różne gatunki muzyczne. To, że mogę współpracować z takimi artystami jak Jordan czy Aviv Geffen z Izraela daje mi dużo radości. Przy okazji mojej ostatniej solowej płyty miałem okazję nagrywać z japońskim muzykiem, Michiyo Yagi. Tak więc podróżowanie i współpraca z innymi muzykami, zaproszenia do produkowania płyt innych zespołów – to wszystko przyczynia się do rozszerzania mojej działalności.

 

Zacząłem również pisać, napisałem recenzje do czasopism muzycznych, redaguję też kolumnę w amerykańskim czasopiśmie o tym, jak to jest być muzykiem w XXI wieku i jak to się wszystko zmieniło w ciągu ostatnich 10 lat. Takimi rzeczami zajmuję się i chcę się zajmować, być komentatorem muzyki, bo myślę, że jestem nie tylko muzykiem. Interesuję się muzyką także w sposób akademicki. Jestem specjalistą od muzyki. A wielu muzyków po prostu robi swoje bez zainteresowania teoretyczną stroną tego, co robią. Dla mnie muzyka to coś więcej. Jestem bardzo świadomy historii muzyki, spuścizny, kontekstu w jakim tworzę, co się zmienia na lepsze a co na gorsze. Przygnębia mnie fakt, że coraz więcej jest pospolitych, niczym niewyróżniających się nagrań, że muzyka staje się, tak jak powiedziałeś, wyłącznie biznesem. Przygnębiają mnie programy typu "American Idol", które teoretycznie reprezentują muzykę popularną, choć tak naprawdę nie mają z muzyką nic wspólnego. To czysty interes. A ludzie coraz częściej mówią o tym jako o przemyśle muzycznym. Czuję, że muszę o tym głośno mówić, dyskutować na ten temat, więc staję się w pewien sposób muzycznym specjalistą. Odbieram to wszystko jako część mojej pracy, mojego zawodu. I to sprawia mi przyjemność – uwielbiam rozmawiać o muzyce.

 

Wiem, że trudno jest krótko zdefiniować muzykę, ubrać ją w słowa.

 

Tak, trudno jest zawrzeć całą istotę muzyki w kilku słowach... Dla mnie muzyka to odczucia. Muzyka polega na tym, jak dźwięk, melodia, rytm czy tekstura jest w stanie zmienić twój stan emocjonalny lub sposób w jaki odnosisz się do danej sytuacji i do otoczenia. Jedną z bardzo ciekawych rzeczy dotyczących muzyki jest dla mnie fakt, że smutna, melancholijna muzyka, czyli moja specjalność (śmiech), sprawia, że ludzie czują się szczęśliwi. To dość ironiczne, bo dlaczego tak jest, dlaczego smutna, melancholijna muzyka sprawia, że jesteśmy szczęśliwi? Dlaczego odnosimy się do tej muzyki w tak pozytywny sposób? Myślę, że dzieje się tak, ponieważ taka muzyka uzmysławia nam, że nie jesteśmy sami w odczuwaniu takich emocji.

 

Wszyscy jesteśmy czasem przygnębieni, wszyscy jesteśmy czasem wściekli, wszyscy czujemy smutek, czy nawet mamy samobójcze myśli i sądzę, że muzyka pokazuje nam, że to wszystko to część wspólnej ludzkiej świadomości, że nie jesteśmy w tym osamotnieni, że to część ludzkiego doświadczenia. Smutna czy melancholijna muzyka zawsze niesamowicie podnosiła mnie na duchu, czy to Nick Drake, Joy Division, The Cure czy Pink Floyd – to wszystko to bardzo melancholijna muzyka ale sprawia, że czuję się niezwykle podbudowany. Zatem muzyka to dla mnie odczuwanie i to, jak wpływa na twoje emocje i samopoczucie.

 

Kto podejmuje decyzje związane z okładkami płyt – Ty, czy wytwórnia? Zawsze, gdy patrzę na tę okładkę, widzę, że przedstawia coś innego, jest wyjątkowa. Jest po prostu świetna – trudno to właściwie nazwać słowami.

 

Ta okładka, "Signify"... To bardzo stara płyta. Zdjęcie zostało zrobione przez Johna Blackforda.

 

Specjalnie do tej płyty?

 

Nie.

 

To jakaś oryginalna stara fotografia?

 

Też nie. Ani to ani to. To było nowe zdjęcie, które miał w swoim portfolio. Zwróciłem na nie uwagę gdy je przeglądałem i powiedziałem: "to jest zdjęcie na okładkę".

 

Dlaczego właśnie to? Co się za tym kryje? Co takiego zobaczyłeś w tym zdjęciu? Bo jest bardzo, bardzo dziwne...

 

Jest bardzo dziwne. I to jest odpowiedź na twoje pytanie – jest bardzo dziwne. Jest bardzo wyjątkowe i prowokuje do myślenia. Nie jest sztampowe. Jest dość perwersyjne...

 

Odrobinę, ale, moim zdaniem, nie w sposób seksualny.

 

Cóż, ma konotacje sadomasochistyczne, ale też... Rzecz w tym, że gdy je zobaczyłem, podprogowo odebrałem jego przekaz jako doskonale komponujący się z płytą "Signify", która, podobnie jak wiele utworów, które napisałem, opowiada o próbie wyrwania się z pewnych sytuacji, stworzenia czegoś ważnego w swoim życiu, a także o sposobach, jakie znajdujemy aby tego tak naprawdę uniknąć. Ludzie tkwią całe swoje życie w pracy, której nie cierpią, w związku, w którym nie są szczęśliwi – są albo bardzo leniwi albo po prostu nie chcą spróbować zmienić coś na lepsze. Wszyscy popadamy w sytuacje, z których ciężko się wyrwać, ponieważ nie chcemy kogoś zranić albo uważamy, że to po prostu za wiele zachodu. "Signify" była właśnie o tej chęci stworzenia czegoś ważnego w życiu ale też o braku możliwości zrealizowania tego. Była o tym, że czekamy aż coś się wydarzy zamiast wziąć sprawy w swoje ręce i stworzyć sobie możliwości. Utwór "Dark Matter" jest o byciu muzykiem, o ustalonym, nudnym porządku dnia, gdy jesteś w trasie i w tym sensie o pewnym paraliżu.

 

Jest taka świetna książka Jamesa Joyce'a pod tytułem "Dublińczycy", to jedna z moich ulubionych. Jest zbiorem opowiadań o ludziach mieszkających w Dublinie, którzy są w różny sposób sparaliżowani. Nie dosłownie, lecz w przenośni. Tkwią w związkach, są ofiarami własnej nieśmiałości, trwają w sytuacjach, które sprawiają, że pogrążają się w marazmie i marnują dar życia.

 

Grasz wiele koncertów, wydajesz wiele płyt, zarówno z zespołem jak i solo, współpracujesz z różnymi muzykami w innych projektach – nie złość się, ale czy czasem słyszysz o sobie określenie "pracoholik"?

 

Tak, cały czas mi to mówią. A ja zawsze odpowiadam tak samo: jak możesz być pracoholikiem, skoro to, co robisz, nie wydaje ci się pracą?

 

Zatem muzyka to Twoja pasja.

 

Gdybym miał pracować osiem godzin dziennie za biurkiem i tak przychodziłbym do domu i pracował nad muzyką przez cały wieczór, całą noc. Stało się tak, że moja pasja, moje hobby to mój zawód, ale to nie praca. To znaczy, czasami to jest praca – bycie w trasie potrafi być bardzo męczące i nudne. Nie same koncerty - te dwie godziny dziennie kiedy gramy są wspaniałe, ale pozostałe dwadzieścia dwie... Już nie tak bardzo.

 

Bardzo Ci dziękuję, że znalazłeś dla mnie tyle czasu.

 

Cała przyjemność po mojej stronie.

 

Rozmawiał: Dawid Brykalski

 

Pełny tekst wywiadu ukaże się w książce "Sprzedać dusze diabłu".


Źródło: MusicNews.pl

Tagi:
Steven Wilson, Porcupine Tree

Dodaj komentarz

Komentarze

Michiyo Yagi to kobieta, kotoistka. Nie wiem czy "muzyk" to określenie które pasuje w tej sytuacji.

(2011-02-15 | 02:43)

~ anako

musicnews MusicNews