STEVEN WILSON: wywiad
Pretekstem do rozmowy ze Stevenem Wilsonem była zbliżająca się premiera jego solowej debiutanckiej płyty "Insurgentes", która w momencie publikacji tego wywiadu odbyła się dosłownie dwa dni wcześniej. Niestety czas na rozmowę był mocno ograniczony, a biorąc pod uwagę wylewność Stevena, nie zadałem ani połowy z przygotowanych pytań. Niemniej jednak porozmawialiśmy o solowym materiale, Porcupine Tree i czymś jeszcze...Jeśli pozwolisz zapytam cię najpierw o Porcupine Tree. Zaczęliście już proces nagrywania nowego krążka w grudniu, tak?
Właściwie to zacząłem zbierać pierwsze pomysły we wrześniu, ale główny proces zaczął się w grudniu..
I uderzacie do studia w lutym?
Myślę, że to będzie w marcu, bo nadal mamy trochę pracy do zrobienia zanim zaczniemy nagrywać.
A data wydania?
Październik.
Może jest jeszcze za wcześnie aby o to pytać, ale w jaki sposób nowy materiał będzie się różnić od tego, który znamy z "Fear of a Blank Planet"?
Będzie nieco inaczej. Na pewno mniej metalowo, trochę elektroniki tu i ówdzie, obecne będą również klimaty, które eksplorowałem na moim solowym albumie. Myślę, że to będzie jeden długi, ciągły 55-minutowy utwór muzyczny, nie podzielony w żaden sposób. W zasadzie wszystkie płyty Porcupine Tree miały charakter pewnej ciągłości, ale w tym przypadku wejdziemy o jeden poziom wyżej.
No właśnie. Pojawiła się informacja, że napisałeś jeden utwór trwający 35 minut, który miał się znaleźć na nowym albumie, ale widzę, że pomysł rozwinął się na cały album?
Tak, stworzyłem taki utwór, który zawiera w sobie kilka tematów muzycznych, ale jak zaczęliśmy nad nim pracować, urosło to do długości 55 minut, więc postanowiliśmy pójść w tym kierunku. Przy okazji powstało też kilka kawałków, które nie znajdą się w tym materiale, a które zapewne trafią na osobny mini-album...
Tak jak "Nil Recurring"...
Tak, ale w tym przypadku zrobimy pewnie 2-płytowy album, i drugi krążek będzie zawierać te właśnie utwory. Chociaż to jeszcze nie jest pewne, jest kilka opcji, wciąż trochę za wcześnie żeby zdecydować na 100%.
Czytałem opinie, które muszę przyznać podzielam, że "Nil Recurring" był lepszy niż "Fear of a Blank Planet"
Tak, dla mnie to całkowicie zrozumiałe. Właściwie "Nil Recurring" odzwierciedlał rejony muzyczne, w które ja nie do końca chciałem iść, ale "Fear of a Blank Planet" to ścisły koncept muzyczny, do którego pewne rzeczy nie pasowały, więc znalazły się poza albumem. Ale oczywiście w pełni rozumiem ludzi, którym bardziej podobał się materiał z epki. Dla mnie to bardziej dopełnienie pełnometrażowego albumu. Jeśli bardziej lubisz progresywne oblicze naszej muzyki, to bardziej spodoba ci się "Nil Recurring". "Fear of a Blank Planet" jest bardziej naturalny.
Przejdźmy więc do twojego solowego materiału. Dlaczego tym razem zdecydowałeś się na podpisanie albumu swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, a nie nazwą projektu?
To pierwszy raz kiedy połączyłem wszystkie aspekty mojej muzyki w jeden projekt. Usłyszysz tutaj wszystko: noise, industrial, muzykę klawiszową, trip-hop, progressive rock, jazz, ambient, drone, rock, doom metal. Tu jest wszystko i w pewnym sensie ten album jest jak encyklopedia mojej twórczości i osobowości. To inne doświadczenie od pisania muzyki dla zespołu, bo dla Porcupine Tree piszę muzykę, którą reszta kapeli będzie grać. Nigdy nie napisałbym dla Porcupine Tree kawałka, który jest tak eksperymentalny. Kiedy komponuję dla siebie, jestem wolny od wszelkich ograniczeń i nie myślę o zadowoleniu reszty kapeli.
Określiłbyś "Insurgentes" jako manifest siebie jako artysty?
Nie do końca, bo mój album jest bardzo organiczny, a proces tworzenia to była kwestia wolności. Do tej pory nie miałem możliwości zbyt dużego eksperymentowania. Sam wiesz, bo dobrze znasz moje poboczne projekty, że właściwie tylko w Bass Communion poszedłem w bardziej eksperymentalne rejony. Poza tym projektem nie byłem w stanie wyrazić tego aspektu muzyki w kontekście utworów. Proces tworzenia mojej solowej muzyki leży gdzieś pomiędzy pisaniem dla zespołu, a tworzeniem dźwięków jak choćby dla Bass Communion. Utwory, które znalazły się na "Insurgentes" nie są skomplikowane, jeśli chodzi o ich strukturę. Złożoność pojawia się dopiero w produkcji tego materiału, w architekturze dźwięku, w sposobie w jaki utwory narastają i płyną. Jeśli na przykład przyjrzysz się utworowi "No Twilight within the Courts of the Sun", który jest 9-minutowym kawałkiem, zauważysz, że to właściwie tylko jeden riff.
Tak, coś w stylu psychodelicznego jammowania...
Zaczyna się jak psychodeliczne jammowanie w ciekawym rytmie 21/8 i narasta i narasta i narasta. Riff w ogóle się nie zmienia, on jest cały czas ten sam, zapętlony. Tu chodzi tylko o sposób w jaki są nałożone kolejne warstwy. To jest właśnie coś o co nigdy nie poprosiłbym zespół, żeby zagrać, ale to jest coś co mogę zrobić z perspektywy producenta, coś co sprawia mi ogromną przyjemność – wziąć bardzo prosty motyw muzyczny i eksplorować go przez kilka długich minut.
Jeśli chodzi o ostatni, tytułowy utwór, mam wrażenie, że zgromadzony w nim jest największy ładunek emocji, z jednej strony jest melancholijny i spokojny, a z drugiej dość niepokojący...
Hmm, to interesujące, pewnie masz rację. Wydaje mi się, że nie tylko ten, ale wszystkie utwory na tej płycie mają dodatkowy wymiar emocjonalny, po części z powodu, że na przykład teksty były w znacznej mierze improwizowane, a w całym procesie twórczym nie było raczej świadomego planowania. Jednak akurat w przypadku tej piosenki myślę, że masz rację ze względu na fakt, że została ona napisana i nagrana w kościele w Mexico City w środku nocy, a całe doświadczenie było bardzo niesamowite i trochę upiorne. Wyobraź sobie, że jesteś w kościele pośrodku nocy, nie ma nikogo poza tobą, do tego dźwięk tych ogromnych organ i fantastyczna akustyka. W takich okolicznościach stworzyłem tę piosenkę i czułem, że otaczają mnie duchy tych wszystkich ludzi, którzy byli w tym kilkusetletnim budynku – byli moją widownią i to wszystko wytworzyło tą mroczną, niepokojącą, emocjonalną atmosferę.
Zmieńmy temat na bardziej przyziemny. Jak się czujesz współpracując z KScope? To dobre miejsce dla twojej solowej twórczości?
KScope tak właściwie to była moja koncepcja. Gdy Porcupine Tree przeszło do Snapper Music w 1999 roku, powiedziałem, że chcę mieć moje własne wydawnictwo. "Stupid Dream" i "Lightbulb Sun" pierwotnie ukazały się właśnie pod szyldem KScope i przez długi czas to była wytwórnia właśnie dla Porcupine Tree. Potem ludzie w Snapper wymyślili ten pomysł z 'post-progressive sounds', czemu ja przyklasnąłem, bo uważam, że jest tyle wspaniałych zespołów, zwłaszcza tych, które siedzą w tradycji muzycznych lat 70-tych, ale które jednocześnie inspirują się takimi kapelami jak Radiohead czy Sigur Ros. Myślę, że nie ma właśnie odpowiednich miejsc dla tego typu artystów. Od lat jest na przykład Inside Out w Niemczech, który specjalizuje się w klasycznych progresywnych klimatach, z drugiej strony masz te wszystkie duże koncerty jak EMI, którzy wydają zespołu pokroju Coldplay. Ale nie ma nic pomiędzy. Brakowało właśnie wytwórni dla zespołów typu Oceansize, Katatonia czy Lunatic Soul, czyli tego projektu polskiego muzyka
Tak, z Riverside...
Właśnie. Oni wszyscy czerpią inspiracje choćby z lat 70-tych, ale jednocześnie są mocno osadzeni w obecnej scenie muzycznej. W taki właśnie sposób "Insurgentes" idealnie pasuje do KScope.
(Tutaj wszedł niemiły Pan z obsługi, który zarządził ostatnie pytanie). OK, więc ostatnie pytanie – widziałem na twojej ostatniej playliście dwie interesujące rzeczy. Pierwszą z nich jest oczywiście Nadja – "Thaumoradiance / Thaumogenesis". Jak ci się podoba?
Właściwie to znałem ten materiał wcześniej, ale ukazała się właśnie 2-płytowa re-edycja w Japonii, nakładem Daymare, więc tak naprawdę odkrywam tą muzykę na nowo. Myślę, że to jedne z najlepszych osiągnięć Aidana. Ale powiem ci, że ostatnio wydaje zbyt dużo tych płyt.
Niestety zgadzam się. Ostatnio nie było praktycznie miesiąca bez nowej płyty Nadja. Druga rzecz, o którą chciałem cię zapytać to "Polish Night Music" Davida Lyncha w duecie z Markiem Żebrowskim.
Uważam, że to bardzo piękna muzyka. Powiem ci, że jak słuchałem tego za pierwszym razem, to nie byłem zbyt zachwycony, ale pewnego razu włączyłem to w nocy zanim zasnąłem i okazało się, że idealnie się przy tym zapada w sen. Od tamtej pory słucham tego co wieczór, bo idealnie odprowadza cię w świat snów, to najlepsza pora, aby słuchać tej muzyki.
Dokładnie, w końcu tytuł "Night music" zobowiązuje…
Zgadza się. Ma taką niepokojącą i fascynującą aurę. Jestem wielkim fanem Davida Lyncha, dlatego tak ładnie mi to się zgrywa. W końcu pewne fragmenty tej muzyki były użyte w "Inland Empire". To bardzo piękna muzyka.
Rozmawiał: Arek Młyniec
Tagi:
Steven Wilson, Porcupine Tree
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
[ x ]
Czego szukasz?
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011















Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011