Asymmetry 2011

musicnews musicnews

ULVER - relacja z koncertu w Krakowie - 22.02.2010

Data: 2010-02-24
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

"Godzina wilka", psychologiczny horror Ingmara Bergmana z 1968 roku, w którym legendarny reżyser dokonuje wiwisekcji mrocznych zakamarków ludzkiej psychiki, stanowi dobry punkt odniesienia, jeżeli chodzi o pierwszy w Polsce koncert norweskiej formacji Ulver. Równie bogaty w symbolikę i w podobnym stylu balansujący na granicy między ponurą rzeczywistością i jeszcze bardziej posępną sferą snów. Co prawda daleki od perfekcji, ale równie intrygujący.

 

Jeszcze rok temu chyba nikt nie przypuszczał, że Ulver będzie można zobaczyć na żywo. Działalność koncertową zakończyli w 1995 roku, w samym środku blackmetalowej nawałnicy, która przetoczyła się wówczas przez Skandynawię. 15 lat później zgliszcza dawno zostały już uprzątnięte, a ostatni rozbitkowie albo stali się własnymi karykaturami, albo porzucili czarcie dźwięki na rzecz tych bardziej przystępnych. Tyle że zanim większość wypacykowanych muzyków zdała sobie sprawę z nadchodzących zmian, Ulver przebywał już w zupełnie innej muzycznej rzeczywistości. I to właśnie właśnie ona – pełną gębą postmodernistyczna i, co za tym idzie, eklektyczna - dała o sobie znać podczas koncertu w krakowskim klubie Studio.

 

Na początek, za sprawą utworów z ostatniej jak dotąd płyty "Shadows Of The Sun", zapanował refleksyjny nastrój. Ambientowe plamy dźwiękowe i najbardziej tego wieczoru wyciszone wizualizacje stanowiły jednak tylko preludium do slapstickowego karnawału, jaki rozegrał się za sprawą "In The Red" i "Operator" z "Blood Inside". Komputerowo generowane dźwięki ustąpiły miejsca przesterowanej gitarze i fenomenalnej grze perkusisty. Rozczarował trochę lider Ulver, Kristoffer Rygg, który nie był w stanie idealnie odtworzyć zarejestrowanych na płytach partii wokalnych, ale zmienione aranżacje sprawiły, że nawet okazjonalne fałsze nie raziły tak bardzo jak powinny. W ślad za rozpasaną i nieprzewidywalną muzyką szły też wyświetlane obrazy – od sceny chrztu w rzece Mississippi, przez fragmenty produkcji Leni Riefenstahl, aż po urywki starych filmów pornograficznych i okultystyczne symbole wirujące niczym w kalejdoskopie. Oszczędzono nam ujęć z obozów koncentracyjnych, ponoć mając na uwadze przeszłość historyczną miejsca, w którym odbywał się koncert. Ruch tyleż zaskakujący, co niepotrzebny.

 

Była też wycieczka w przeszłość, aż do wydanej w 1998 roku płyty "Themes From William Blake's The Marriage of Heaven and Hell" i dwa lata młodszej "Perdition City". Podróż do korzeni obecnego wcielenia Ulver zaowocowała ezoterycznymi dźwiękami z najwyższej półki, inspirowanymi zarówno twórczością Coil, jak i artystami nagrywającymi dla wytwórni Warp. Jednak tam, gdzie Aphex Twin odlatywał w sobie tylko znane rejony, ekipa pod wodzą Rygga pamiętała, że to muzyka ma pierwszeństwo. Po krótkim powrocie do "Shadows Of The Sun" Norwegowie zafundowali nam finał pod postacią "Not Saved" z EP-ki "Silencing The Singing". Ostatnie słowa, jakie pojawiły się tego wieczoru na zamontowanym z tyłu sceny telebimie - „The Rest Is Silence” - nie mogły być bardziej wymowne. Chyba tylko z czystej kurtuazji Rygg poinformował, że Ulver nie ma w zwyczaju bisować, po czym podziękował publiczności za przybycie i z papierosem w ręku zszedł ze sceny. Godzina wilka dobiegła końca.

 

Maciek Stankiewicz


Źródło: MusicNews.pl

Tagi:
Ulver, koncert, Kraków, Attila Csihar, Void Ov Voices

Dodaj komentarz

Komentarze

oj, coś mi się wydaje, ze autor starał się ukryć rozgoryczenie, mylę się? Przecież to był dobry koncert, pod warunkiem, że nie spodziewało się niewiadomo czego:)

(2010-03-03 | 20:36)

~ borysgodunow

musicnews MusicNews