VOLBEAT - relacja z koncertu w Krakowie - 27.02.2010

Volbeat, The Bulletmonks
To była prawdziwa gorączka sobotniej nocy. Koncert, z którego żaden szanujący się fan hard'n'heavy'n'punk'n'metal rolla nie miał prawa wyjść z uczuciem niedosytu. I gdy tak patrzyłem na usmiechnięte facjaty fanów hałasu, którzy opuszczali gościnne mury krakowskiego klubu Studio, wiedziałem, że w swoich odczuciach nie byłem odosobniony. Ale od początku. W chłodny, lutowy wieczór w dawnej stolicy Polski zameldowało się - jak na moje oko - dobre 700-800 zbłąkanych duszyczek spragnionych muzycznej uczty z duńskim dynamitem w roli głównej. Zanim jednak na scenie pojawili się Guitar Gangsters, zaserwowano nam przystawkę w postaci dania kuchni niemieckiej czyli 40-minutowy set The Bulletmonks.
Twórczość supportującego Volbeat zespołu była mi do tej pory całkowicie nieznana, ale ten stan zeczy musi się zmienić. Energetyczny mix hard rocka i rock'n'rolla, w którym pobrzmiewały echa takich tuzów jak: Motorhead, Velvet Revolver, The Answer, AC/DC, The Heallacopters, ZZ Top, Aerosmith czy Led Zesppelin przypadł do gustu krakowskiej publice. Młodzi, ale czerpiący słuszne wzorce, rockandrollowcy z Nuremberg wypadli co najmniej przyzwoicie i wkręcili do wspólnej zabawy całkiem sporawy tłumek, który kłębił się pod sceną.
Gdy Niemcy zeszli ze sceny, pojawiły się za nią płachty z obrazkami znanymi z wkładki dołączonej do trzeciego albumu ekipy Michaela Poulsena. Gdy po dłuższej chwili zgasły światła i rozbrzmiały dźwięki "End of The Road" fani raczący się browarem w kuluarach tłumnie ruszyli pod scenę. A na tej pojawili się odziani w obowiązkową czerń muzycy i na dzień dobry zaserwowali nam "Hallelujah Goat" oraz tytułowy utwór ze swojego ostatniego krążka. Wyluzowany Poulsen pociagał Jacka Danielsa z butelczyny i zachęcał ludzi do wspólnej zabawy przy kolejnych szlagierach ("Mary Ann's Place" zaśpiewany solo przez Poulsena, "Caroline #1" czy "Pool of Booze, Booze, Booza"). Basista i obsługujący wiosło Thomas Bredahl śmigali z jednego końca sceny na drugi - wokalista zresztą nie odstawał w tym względzie - i wkręcali publikę. Gdy techniczny ustawił na scenie gitarę akustyczną, a Poulsen zapowiedział "Sad Man's Tongue" nie wytrzymałem, choć walory rubensowskiej figury absolutnie nie usprawiedliwiają takiego zachowania, w górę poszła koszulka z Facetem w Czerni i pomknąłem w stronę pierwszych rzędów. Ogień krzesany z wioseł przy takich volbeatowych klasykach - brzmi pompatycznie, ale to całkowicie usprawiedliwione twierdzenie - jak: "Mr. and Mrs. Ness" czy "Radio Girl" szybko zmusił ludzi do nieskoordynowanych podrygów.
Swoją drogą nagłośnienie seta Volbeat było bardzo rzetelne, może jedynie wokal ginął nieco w ścianie hałasu, gdy Poulsen korzystał z ustawionego po lewej stronie sceny jednego z trzech mikrofonów. W ramach ciekawostek mieliśmy okazję wysłuchać coveru Misfits i nowej piosenki, która lekko klimatem gitarowego wstępu skojarzyła mi się z The Clash. A w ramach dodatkowych bonusów Poulsen zafundował nam pokaz czesania grzywki, raczył fanów Danielsem i wręczył jednemu z nich 50 zł - swoją drogą bardzo przyjazna cena - na zakup koszulki Volbeat. Nie zrozumcie mnie jednak źle. Nie było mowy o nachalnym wciskaniu merchu. Wszystko odbywało się w bardzo wyluzowanej i naturalnej atomsferze. Kontakt muzyków z publiką był zresztą znakomity przez cały czas trwania koncertu. Wokalista podkreślał to mówiąc, że choć grali trasę z Metallicą, to koncerty takie jak ten w Studiu są dla nich nie mniejszym przeżyciem.
Właściwy set zakończyły "A Moment Forever" i "The Garden's Tale", w którym wokalne obowiązki w duńskiej partii przejął Bredahl. Bis był czymś oczywistym. "The Human Instrument", "I Only Wanna Be With You" i "Still Counting" - z wplecionymi patentami z "Raining Blood" i "Dead Skin Mask" - zwieńczyły ten świetny występ. Pieniądze wydane na spędzenie wieczoru z Volbeat były - bez dwóch zdań - dobrą inwestycją. Miejmy nadzieję, że Duńczycy nie zapomną o naszym pięknym kraju przy okazji kolejnych wojaży po Starym Kontynencie.
Maciej Miskiewicz
Źródło: MusicNews.pl
Tagi:
Volbeat, The Bulletmonks
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011














Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011