INDICA - A Way Away

Sfeminizowana formacja pop w katalogu Nuclear Blast? Metalowi ortodoksi uznali już zapewne ten mezalians za ostateczny znak nadciągającego końca świata. Po kilku przesłuchaniach "A Way Away" można jednak zrozumieć co kierowało włodarzami niemieckiej wytwórni przy podpisywaniu kontraktu z nadobnymi Finkami.
Przyznaję, nie znałem wcześniej tego zespołu, choć na koncie miał cztery płyty (oraz składankę "Pahinta tänään" z pyszną, psychodeliczno-kwasiarską okładką), bo jednak sława Indiki nie wykraczała poza Kraj Tysiąca Jezior. Po dwóch trasach u boku Nightwish, przyszedł jednak czas na europejską ekspansję. "A Way Away" stanowi wybór utworów z wcześniejszych albumów, tyle że z tekstami po angielsku i w efektownej produkcji Tuomasa Holopaiunena.
Pierwsze czym dziewczyny zwracają na siebie uwagę to po prostu niezła prezencja - stylowe ciuszki, starannie ułożone fryzury, a blondwłosa basistka pewnie już nie daje spać po nocach kilku młodzianom. Wbrew wszelkim pozorom, to jednak nie jest wyłoniony przez łapankę girls band, choćby już dlatego że Finki same piszą sobie piosenki. I to jakie piosenki! W baśniowej muzyce Indiki folkowa rzewność bierze się za ręce z kobieco-dziecięcą wrażliwością, ujawniając przy tym dryg do przebojowych szlagwortów odziedziczony po nieśmiertelnej Abbie. Nastrój oczywiście romantyczny i chłodny, a każda kompozycja sklecona z dużym wdziękiem i dbałością o szczegóły. Weźmy na przykład "Precious Dark" zbudowany na bazie prostej rytmiki rodem z piosenki dziecięcej, nastrojowy chanson "Children of Frost" albo folkowe ballady w duchu Kate Bush: "Lilja’s Lament" i "A Way Away", bądź symfoniczno-rockowy "As If" z rytmicznym galopikiem i małym popisem wokalistki. Do tego instrumentacje na najwyższym poziomie - ładnie zaaranżowane smyczki, pozytywkowe melodie wygrywane na pianinie, partie klarnetu (te akurat stanowczo zbyt rzadkie). Bardzo ładnie z naciskiem na "ładnie".
Dobrze się stanie jeśli po "A Way Away" sięgną nie tylko goth-oidalne dzieciaki, choć im ten krążek spodobać powinien się wyjątkowo. Indica to zespół, który przy sprzyjającej koniunkcji planet mógłby wprosić się do komercyjnych mediów i poprzestawiać trochę popowy grajdołek. Wyszłoby wszystkim z pożytkiem, więc zaczynam trzymać za Finki kciuki.
Sebastian Rerak
To się właśnie nazywa profesjonalizm. Pięć urodziwych dziewcząt, z których żadna nie jest obdarzona jakimś powalającym talentem muzycznym, a mimo to wytwórnia postanawia wyłożyć walizki dolarów na promocję. I ta promocja jest taka, że podejrzewam, iż szukające jakiegoś oderwania wszechogarniającej pop-papki dziewczęta chętnie po składankę Indicy sięgną.
Tak właśnie obstawiam cel, czyli target, jaki obrali spece od muzycznej reklamy, to dziewczyny, które jeszcze nie kontestują świata, ale już wydaje im się, że mają własne zdanie oraz gusta. Oczywiście, zakochanych w nogach członkiń zespołu chłopaków też tu widzę, ale w mniejszości. Płyta to składanka the best of, czyli najlepsze z najlepszych, ale nagrane na nowo – po angielsku. Finki (dziewczyny z zespołu, nie takie harcerskie scyzoryki) uznały bowiem, że wystarczy już być lokalną, fińska sławą i trzeba ruszyć na podbój świata. A przynajmniej tego anglojęzycznego. Stąd też pewnie tak rozbuchana promocja zespołu i płyty. Oczywiście, jestem zbyt stary i zgryźliwy, by dać się nabrać na eleganckie opakowanie. I tu – przyznaję – spotkało mnie zaskoczenie. Po kilku przesłuchaniach płyty nadal nie wiem, co o niej napisać. Poddaję się. Muzyka gra, a ja zamiast czynić mniej lub bardziej złośliwe notatki służbowe jakbym jej nie słyszał. Co jest?! Myślę sobie i puszczam CD ponownie. Efekt wciąż ten sam. Dziewczęta grają i śpiewają, a może i nawet nieco podrygują, a do mnie to wcale nie dociera. Idę więc po linii najmniejszego oporu – zaglądam na stronę wytwórni i robię recenzencką chałturę. Chałturę wszystkich chałtur. Kopiuj wklej.
W 2003 roku dziewczyny podpisały swój pierwszy kontrakt i wydały debiutancki album "Ikuinen Virta", który przez 30 tygodni gościł na fińskich listach przebojów i osiągnął status platyny. Zespół szturmem zdobył serca fanów swoją mieszanką współczesnego popu, rocka, egzotyki, melancholii i mistycznych, inspirowanych naturą tekstów. Od tego czasu Indica wydała trzy albumy, z których dwa pokryły się złotem. Ostatnia z nich "Valoissa" z 2008 roku została wyprodukowana przez Toumasa Holopainena, szefa formacji Nightwish, który był również zaangażowany w prace nad nową płytą. "A Way Away" to kompilacja najlepszych utworów zespołu nagrana w języku angielskim na potrzeby międzynarodowego rynku. W produkcji współuczestniczył Roland Spremberg (A-ha, Him) a miksy są dziełem Marka Schettlera (Simpy Red, Bullet For My Valentine).
Koniec kopiuj wklej. Wstyd, prawda? Ale przynajmniej uczciwie się przyznałem. Koniec również słuchania, koniec udręki niezdecydowania – zniszczyć płytę grubym słowem, czy pisać litanię pochwał i zachwytów? Płyta wędruje na półkę, czyli away. Gdzieś w okolice Blackmore’s Night. A ja na wieczór przygotowałem sobie zestaw quasi intelektualny. Lektura i oglądactwo "Playboya" oraz płyta Mariny & The Diamonds. O tak, szczególnie od tej ostatniej baśniowe dziewoje z Indicy mogą się czegoś nauczyć.
Dawid Brykalski
Tagi:
Indica, A Way Away, recenzja
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011















Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011