musicnews musicnews

CALEXICO - Carried to Dust

Data: 2008-09-29
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl
"Carried to Dust" to już szósty pełnoczasowy album, jaki panowie Convertino i Burns nagrali pod szyldem Calexico, i jeżeli któryś z fanów dawnego oblicza zespołu obraził się na poprzednią, strywializowaną do bólu płytę "Garden Ruin", to "Carried to Dust" być może przywróci mu wiarę w możliwości tej legendy alt – country.
Calexico nigdy nie zachwycali kunsztem kompozycyjnym, nigdy też nie uprawiali wokalistyki z prawdziwego zdarzenia, mimo to z wrodzoną skromnością nagrywali bardzo dobre albumy pełne muzycznego malarstwa, kreując atmosferę miejsc, z których muzyka zespołu wyrosła. Tam właśnie tkwił czar tych dźwięków: w pograniczu Stanów i Meksyku, w barwnym, podbitym kowbojskim obcasem i wielkim, baldachimowym sombrero świecie nieustannego zlewania się dwóch kultur. W tej ornamentyce było im bardzo do twarzy do czasów wspomnianego "Garden Ruin", kiedy to zespół niespodziewanie pchnął swą twórczość ku rejonom mainstreamowym, serwując słuchaczom muzykę przyjemną, łatwą i pozbawioną atmosfery, jaka charakteryzowała ich wcześniejsze nagrania. "Carried to Dust" jest znacznie lepsza. Utrzymana w piosenkowej manierze swej poprzedniczki, płyta składa się z 15 utworów, na których wreszcie słychać, że to gra Calexico. Słodko-gorzkie, zwiewne kompozycje ze snującą się pięknie sekcją smyczkową ("The News About William"), ładnie wplecionymi dęciakami i spinającym to wszystko stabilnym wokalem, który, pomimo swoistego uroku, pozostawia wiele do życzenia. Nieco banału tu i tam, szczypta nawiązań do drugiego i trzeciego albumu – to szczególnie w przypadku instrumentalnego "El Gatillo" czy świetnego, kołyszącego "House of Valparaiso", odrobinę odświeżone, pełniejsze brzmienie i mamy płytę, która naprawdę może się podobać.
Czy można więc "Carried to Dust" traktować jako rehabilitację i powrót synów marnotrawnych do starego, dobrego brzmienia? Tutaj jest pies pogrzebany, bo ktokolwiek spodziewał się, że Calexico uraczy nas jeszcze tym charakterystycznym, rozpasanym połączeniem muzyki klasyków amerykańskiego południa i soundtracków Morricone – tego czeka spore rozczarowanie. "Carried to Dust", gdy podejdziemy doń bez wygórowanych oczekiwań, może być jednak naprawdę miłą niespodzianką dla wszystkich, którzy po "Garden Ruin" postawili na grupie krzyżyk.


Łukasz Pasisz

Tagi:
Calexico, alt - country, mariachi, Ennio Morricone

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews