CALEXICO - Carried to Dust
"Carried to Dust" to już szósty pełnoczasowy album, jaki panowie Convertino i Burns nagrali pod szyldem Calexico, i jeżeli któryś z fanów dawnego oblicza zespołu obraził się na poprzednią, strywializowaną do bólu płytę "Garden Ruin", to "Carried to Dust" być może przywróci mu wiarę w możliwości tej legendy alt – country.Calexico nigdy nie zachwycali kunsztem kompozycyjnym, nigdy też nie uprawiali wokalistyki z prawdziwego zdarzenia, mimo to z wrodzoną skromnością nagrywali bardzo dobre albumy pełne muzycznego malarstwa, kreując atmosferę miejsc, z których muzyka zespołu wyrosła. Tam właśnie tkwił czar tych dźwięków: w pograniczu Stanów i Meksyku, w barwnym, podbitym kowbojskim obcasem i wielkim, baldachimowym sombrero świecie nieustannego zlewania się dwóch kultur. W tej ornamentyce było im bardzo do twarzy do czasów wspomnianego "Garden Ruin", kiedy to zespół niespodziewanie pchnął swą twórczość ku rejonom mainstreamowym, serwując słuchaczom muzykę przyjemną, łatwą i pozbawioną atmosfery, jaka charakteryzowała ich wcześniejsze nagrania. "Carried to Dust" jest znacznie lepsza. Utrzymana w piosenkowej manierze swej poprzedniczki, płyta składa się z 15 utworów, na których wreszcie słychać, że to gra Calexico. Słodko-gorzkie, zwiewne kompozycje ze snującą się pięknie sekcją smyczkową ("The News About William"), ładnie wplecionymi dęciakami i spinającym to wszystko stabilnym wokalem, który, pomimo swoistego uroku, pozostawia wiele do życzenia. Nieco banału tu i tam, szczypta nawiązań do drugiego i trzeciego albumu – to szczególnie w przypadku instrumentalnego "El Gatillo" czy świetnego, kołyszącego "House of Valparaiso", odrobinę odświeżone, pełniejsze brzmienie i mamy płytę, która naprawdę może się podobać.
Czy można więc "Carried to Dust" traktować jako rehabilitację i powrót synów marnotrawnych do starego, dobrego brzmienia? Tutaj jest pies pogrzebany, bo ktokolwiek spodziewał się, że Calexico uraczy nas jeszcze tym charakterystycznym, rozpasanym połączeniem muzyki klasyków amerykańskiego południa i soundtracków Morricone – tego czeka spore rozczarowanie. "Carried to Dust", gdy podejdziemy doń bez wygórowanych oczekiwań, może być jednak naprawdę miłą niespodzianką dla wszystkich, którzy po "Garden Ruin" postawili na grupie krzyżyk.
Łukasz Pasisz
Tagi:
Calexico, alt - country, mariachi, Ennio Morricone
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
[ x ]
Czego szukasz?
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011














Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011