musicnews musicnews

FUN LOVIN' CRIMINALS - Classic Fantastic

Data: 2010-03-02
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

Pięć lat oczekiwania na nowe nagrania to dużo. Ten czas szczególnie się dłuży, gdy poprzednie albumy danego wykonawcy daży się dużą atencją. Tak jest w przypadku Fun Lovin' Criminals i nie będę ukrywał, iż to ważny dla mnie zespół, przez co owa przerwa spożytkowana w dużej mierze na prawniczej bitwie z byłym menedżerem ciągnęła się w sposób niewyobrażalny. Aż w końcu jest, następca "Livin' In The City" i godny kontynuator hitów spod znaku "100% Colombian". Ale po kolei.

 

Po pierwsze, data wydania "Classic Fantastic" nie wydaje się być przypadkowa. 1 marca, czyli teoretycznie kiedy wszystko powinno wracać do wiosennej normy po zimowym lenistwie. Po drugie, bez wątpienia pomogą w powrocie do rzeczywistości przeboje, których jest co nie miara. Nie ma śladu po niemocy i przygnębieniu jakie przeważały na "Welcome To Poppy's", gdzie odcisnęły piętno wydarzenia z Nowego Jorku z 2001 roku, ani nostalgii, jaką charakteryzowała wydana dwa lata później "Livin' In The City", swoisty hołd oddany rodzimemu miastu. Teraz nastał czas nieskrępowanej zabawy, znany ze wspomnianego już "100% Colombian" oraz "Loco", choć "Classic Fantastic" wydaje się być płytą równiejszą pod względem klimatu. Nie ma tu miejsca na soulowe ballady kontrastujące z hardrockowymi czadami spod znaku "Southside", czy "Where The Bums Go". Jeśli już Huey Morgan podłączy gitarę pod przester, jak w "The Originals" lub "How Low?ę, to i tak nie brak tam luzu i powietrza. A na jedyne ekstrawagancje wychodzą: udział Roots Manuvy w "Keep On Yellin'" oraz krótki skit "Conversations".

 

"Classic Fantastic" nie jest w żadnej mierze pozycją wymuszoną. Kompozycje są krótsze, bardziej przyjazne listom przebojów i jakby się uprzeć na singlach wylądowałaby przynajmniej połowa albumu, a druga połowa by do tego miana pretendowała. Do pierwszej grupy zaliczyć można wybrany na singiel utwór tytułowy, który można spokojnie postawić obok "Love Unlimited", "Loco" i "Mi Corazon", ku któremu pod względem klimatu jest zresztą najbliżej. "She Sings At The Sun" to znowu pójście drogą znaną z "Loco", choć linia wokalna w zwrotce jest bardziej w stylu "Southside". "Jimi Choo" wydaje się być pod względem riffowania bliższy muzyce blues-rockowej z lat 60. i 70., nie pozbawiona oczywiście odpowiedniej dawki humoru. "El Malo" to kolejny murowany hit z kapitalnymi harmoniami wokalnymi (będącymi mocnym punktem całego albumu), leniwie snująca się kompozycja z dodatkowym udziałem rhodesa oraz trąbki. "We, The Three" jest prezentacją możliwości wokalnych nie tylko Hueya i Fasta, ale też Unkle Franka Bembiniego, który w Fun Lovin' Criminals zadomowił się na dobre. Zminimalizowany został udział typowych ballad, jedynym przedstawicielem jest przedostatni na albumie "Rewind", kolejne nawiązanie do "100% Colombian", zaś "Get Your Coat" klimatem dla odmiany jest bliższy "Will I Be Ready" z "Livin' In The City", jednak w odróżnieniu od niego jest bardziej żwawy, pogodny, ze słyszalną nadzieją, a nie rezygnacją.

 

Podobno najbardziej podobają się nam piosenki, które już raz słyszeliśmy. W tym przypadku mamy jednak do czynienia nie z kopiowaniem własnych pomysłów, lecz przeglądem przez to, co w twórczości Fun Lovin' Criminals najlepsze. Co sprawdza się szczególnie, gdy zima nie odpuszcza, a na wiosnę jeszcze nie czas.

 

Tomek Mądry

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews