musicnews musicnews

METALLICA - Death Magnetic

Data: 2008-09-30
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl
Prawdopodobnie pisanie recenzji takiej płyty jak "Death Magnetic" mija się z celem. A dlaczego? Szczerze wątpię, żeby duży odsetek słuchaczy sugerował się tekstem dziennikarskim przy zakupie nowego krążka Metalliki. Ci panowie mają tak oddaną rzeszę fanów, że ludzie na każdy album czekają z ogromną niecierpliwością i nawet taki "niewypał" jak "St. Anger" nie zniechęcił tłumów maniaków, którzy najpierw zjawili się na majowym koncercie w Chorzowie, a 12 września pokryli "Death Magnetic" podwójną platyną.

Odrzucając artystyczne aspekty tej płyty i zastanawianie się czy to powrót do dawnych czasów, trzeba zwrócić uwagę na bardzo pozytywny aspekt tej chyba najważniejszej premiery tego roku – zespół jakby nie było metalowy sprzedaje w dniu premiery w naszym kraju 20 000 sztuk albumu. I to w kraju, w którym listy sprzedaży okupowane są przez radiowe składanki i wątpliwych zwycięzców letnich festiwali. To bardzo pocieszający i napawający optymizmem fakt. A podobno nikt teraz nie kupuje płyt… Z drugiej strony nie ma się co dziwić, bo pięcioletnie oczekiwanie na premierowy materiał, machina promocyjna nakręcona do granic możliwości i niezaprzeczalny status gwiazdy musiały zrobić swoje.

"Death Magnetic" miało być powrotem do Metalliki z okresu "...and Justice for All" i "Metallica". Czy jest? Po części na pewno tak. Są rewelacyjne zmiany tempa, są solówki Kirka Hammetta, dobrze zgrana sekcja i głos Jamesa Hetfielda w formie na jaką, szczerze mówiąc, od dawna czekałem. Aż chce się wykrzyknąć: brawo! Pozostaje tylko drażliwa kwestia produkcji tego albumu. Wiele psów już zostało powieszonych na Ricku Rubinie za to co zrobił z "Death Magnetic" i ja też będę musiał dorzucić jednego. Zbawiciel wielu artystów dużego formatu, w tym przypadku nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Nie wiem dlaczego panowie z zespołu postanowili zmienić tak dobrze wypróbowany i sprawdzony schemat jak chociażby z "Load" czy "Reload". Może szukali powiewu świeżości i nie do końca wierzyli w swoje siły?

Trzeba jednak zasłużenie przyznać, że nowy materiał Metalliki to mocny metalowy wykop, który bardzo wyraźnie koresponduje z twórczością grupy z przełomu lat 80-tych i 90-tych, ale podany w aktualnym sosie aranżacyjnym. I może "The Day that Never Comes" nie powinien aż tak nachalnie nawiązywać do fenomenalnego "One", a "Suicide & Redemption" mógłby nawet całkiem zniknąć z tego albumu, ale "Death Magnetic" jako całość to bardzo dobry, rzetelny i solidny materiał, który gdyby został skomponowany i nagrany między "...and Justice for All", a czarnym albumem, to byłby teraz klasycznym krążkiem Metalliki, stawianym dokładnie w tym samym rzędzie, co wspomniane wyżej dzieła.


Arek Młyniec

Tagi:
Metallica, Death Magnetic

Dodaj komentarz

Komentarze

Prawie się zgadzam z autorem tekstu. I "prawie" w tym wypadku czyni niewielką różnice. :)

(2008-10-08 | 02:43)

~ www

musicnews MusicNews