musicnews musicnews

WIEŻE FABRYK - Dym

Data: 2010-09-06
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

Wieżom nigdzie się nie spieszy. Pierwszą pełną płytę wydały po dziesięciu latach grania, a jej zawartość jest zupełnie nie na czasie, jako że nowa fala od dwudziestu lat nie jest wcale nowa. Ze swojej strony mogę jednak zaapelować do wszystkich niewolników nowości: najpierw posłuchajcie "Dymu", a potem powiedzcie czy anachronizm Łodzian w jakikolwiek sposób działa na ich niekorzyść.

 

Debiut Wież Fabryk to muzyka przeniesiona z roku circa 1985 w neurotyczne czasy wieku informacji. Mógłbym od razu rzucić porównaniami do Killing Joke czy Theatre of Hate, ale te skojarzenia pojawiają się odbite rykoszetem od polskiej szkoły podobnego grania. Bliżej utworom z "Dymu" do tego, co przed laty proponowało Made in Poland, 1984, Ivo Partizan, czy przede wszystkim nowoaleksandryjska Siekiera. Podobnie jak na legendarnym longu Puławian obcujemy z bardzo motorycznym, chłodnym i mechanicznie brzmiącym post-punkiem. Całość napędza sekcja pracująca z precyzją fabrycznego robota. Masywna perkusja, dudniący bas... Gitara przydaje się Łodzianom bądź to do czujnego punktowania całości ("Migawki") bądź zapętlania obłędnych riffów ("Litzmannstadt"). Dwa utwory - "Skórę wypełnia kosmos" i "Świt" prowokują dla odmiany skojarzenia z Klausem Mitffochem, pierwszy z nich także z racji janerko-podobnej przewrotności w tekście ("Między ustami a płucami jest przestrzeń"). A skoro już o tekstach mowa, to za te należą się grupie dodatkowe punkty. Wokalista Tomek Kaczkowski pisze lapidarnie, bardzo impresyjnie i przede wszystkim z sensem oraz pokładami przekazu głębszymi, niż komunikaty o tym, że mu smutno, albo że jest zagubiony w złym świecie.

 

Dobrze się stanie, jeśli "Dym" trafi nie tylko do koneserów nowofalowych chłodów, chociaż oni powinni być wpiekłowzięci (egzystencjalne piekło, rzecz jasna). "Tak się dzisiaj nie gra" - powie jeden z drugim pryszczaty wielbiciel aktualnych gwiazd miesiąca. No i trudno, że się nie gra. Lepsza solidna repeta po "Nowej Aleksandrii", niż cienki kleik z kuchni aktualnych rockowych trendów.

 

Sebastian Rerak


Tagi:
Wieże Fabryk, Oficyna Biedota

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews