musicnews musicnews

L.U.C - Energocyrkulacje

Data: 2010-06-22
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

L.U.C stawia. Impreza trwa w najlepsze, goście bawią się świetnie, ale później boli głowa. Raczej od nadmiaru, a nie od jakości.

 

Dwie płyty, 30 remiksów 10 piosenek, 24 artystów i... zawrót głowy gwarantowany. Zgodnie ze starym przysłowiem: co za dużo, to niezdrowo. Bo choć większość remiksów przedstawia materiał źródłowy w lepszym świetle, to jednak rozbujana do granic wytrzymałości stylistyczna huśtawka mocno daje się we znaki. Ale od początku. Nic w przyrodzie nie ginie – z takiego założenia wyszedł Łukasz Rostowski otrzepując się z zaszczytów, jakimi obsypali go dziennikarze. Zamiast osiąść na laurach i kontemplować swoje artystyczne sukcesy podał rękę młodym twórcom, zapraszając ich do zabawy w remiksowanie swoich kawałków. Następnie zestawił efekt ich pracy z remiksami "zawodowców". Tych ostatnich reprezentują między innymi Smolik, Yaro, Whitehouse i gitarzysta klasyczny Krzysztof Pełech. Wynik tego starcia: 2:1 dla młodzieży.

 

Album otwiera pan Pełech, który ozdobił ugrzecznione beaty barokowymi pasażami na sześciu strunach, ale zachowawczo, jakby bez pomysłu. Rewolucji też nie należy się spodziewać po Yaro, występującym na "Energocyrkulacjach" dwukrotnie: solo i z Kasią Klich. Bujając w obłokach rozwodnionych rytmów reggae, a następnie tonąc w morzu niewyraźnej elektroniki. Cieszy dobra forma Whitehouse, czyli L.A. i Magiery, jednak w ich przypadku rutyna też przygasiła ogień. Smolik wychodzi z potyczki obronną ręką, nie robiąc nic ponad to, co pokazał do tej pory, a brakujące pół punktu zdobywa Hedejk, uderzając w mroczniejszy ton.

 

Zabawa rozkręca się dopiero na zdominowanym przez dub i dubstep drugim krążku, gdzie młodzi popuszczają wodze fantazji, z gracją asymilując wyspiarskie brzmienia i mieszając je z nadwiślańskim temperamentem. Wyróżnia się zwłaszcza produkcja Substancji, która – gwarantuję – spokojnie mogłaby powalczyć o obecność na składaku Hyperdub. To nie tylko skręcający wnętrzności bas, ale też niesłychana gama egzotycznych brzmień, jeżeli nie atakujących frontalnie, to wkręcających się niepozornie pośród innych dźwięków tła. Przykład dla Yaro daje Kwazar, który umiejętnie ubrał reggae'owe wibracje w zadymione, dubowe basy. Trochę bardziej ekstremalnie do dubstepowej materii podszedł Ludwik Zamenhof, interpretując na własną modłę łamańce w stylu Aphex Twina. Jak robić dobre hiphopowe beaty pokazał Qmare, a następny w kolejce Ragaboy ozdobił swój remiks etnicznymi brzmieniami. Nie oznacza to, że obeszło się bez wpadek: przed zdobyciem hat-tricku reprezentację młodych powstrzymał nijaki Afu23 i wyklikany BrainPain. Na osłodę pozostał nam burialowy Lukeing Forward i nujazzowy CHL.

 

O ile sam zamysł i idea przyświecająca temu albumowi godne są podziwu, o tyle zabrakło selekcji, oddzielenia ziarna od plew. Po wlaniu wszystkich trunków do jednego shakera wyszedł ciężkostrawny koktajl, oferujący zbyt szerokie spektrum smaków, by móc się nim w spokoju cieszyć. Dla poszukujących nowych muzycznych atrakcji trudno jednak o lepszy drogowskaz. Dziękujemy ci L.U.C-u.

 

Maciek Stankiewicz


Tagi:
L.U.C, Smolik, Yaro, Kasia Klich, Magiera, LA Whitehouse, Spaso, Kanał Audytywny, Alan Moore, Hedejk, Digit All Love, Krzysztof Pełech

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews