EAGLES OF DEATH METAL - Heart On
Jak dla mnie wzięli się znikąd. Może pomogła reklama Nike’a, w którym to spocie wykorzystano ich numer „Don’t speak”. Ale czy zespół anonimowo grany może zrobić furorę?
Być może wreszcie musiało wyjść szydło z worka, że za Eagles Of Death Metal stoi Josh Homme znany z Queens of The Stone Age i Jesse Hughes. I chyba to bardziej przekonuje.
Po raz kolejny pisząc o płycie warto jednak zacząć od intrygującej nazwy. Jak głosi legenda nazwa powstała wtedy, gdy ich przyjaciel Lou, chciał przekonać Homme'a do death metalu. Puścił mu muzykę polskiego Vadera. Josh nazwał ich "orłami death metalu". Zainspirowany tym wydarzeniem, postanowił stworzyć zespół grający muzykę będącą połączeniem The Eagles i death metalu.
Tak sobie myślę, czy w tych słowach nie było nieco kpiny no ale coś jest na rzeczy.
14 marca kapela pojawiła się na koncercie w warszawskiej Proximie, kto nie był tym bardziej warto zagłębić się w muzykę z ich ostatniej, trzeciej w dyskografii płyty, która w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie, ukazała się w listopadzie ubiegłego roku.
Mimo buńczucznych odniesień, zespół jawi się jako klasyczny reprezentant garażowo rock’n’rollowego grania gdzie dużą rolę odgrywają przestery, glam rockowe brzmienie perkusji i nader swobodne podejście do piosenki.
Na „Heart on” słychać echa Placebo, Arctic Monkeys, The White Stripes, The Kooks ale również The Rolling Stones. Tym bardziej, że pomiędzy hałasem, hard rockowym powerem, znajdziemy melodię i – to może zabrzmi zaskakująco- chęć zaistnienia w świadomości szerszego, czytaj- masowego odbiorcy.
Myślę, że dlatego zespół nie wyeliminował kalifornijskiego ducha muzyki, pamiętajmy, że kolektyw zawiązał się w Palm Desert w stanie Kalifornia.
„Wannabe in L.A.”, „Secret plans” i rewelacyjny „Now i’m a fool” są tego najlepszym przykładem, gdzie pierwsze dwa songi to chwytliwe kompozycje godne prezentacji na radiowych play listach, zaś wspomniany „Now i’m a fool” winien stać się znakiem świadczącym o rozpoznawalności zespołu.
Polecam też „Anything cept the truth”, numer tytułowy oraz „I’m your torpedo”- wspaniałe zakończenie płyty i powrót do fantastycznych lat siedemdziesiątych, z których Eagles Of Death Metal zaczerpnęli najwięcej.
Jedna z najbardziej energetycznych płyt tego roku?
Coś mi pika, że tak.
Adam Dobrzyński
Tagi:
Eagles Of Death Metal, Queens Of The Stone Age
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
[ x ]
Czego szukasz?
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011















Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011