HEAVEN SHALL BURN - Invictus

Niemiecka ekipa Heaven Shall Burn to już uznana firma. Na firmanencie współczesnego metalu, czy jak kto woli metalcore'a, świeci jasnym blaskiem. Czy zasłużenie? Jakieś światło na tę kwestię z pewnością powinna rzucić ocena jakości zawartości szóstego w dorobku zespołu pełnometrażowego krążka opatrzonego buńczucznym szyldem "Invictus".
Niestety, mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie z ręką na sercu przyznać, że przymiotnik "niezwyciężony" jest tym najbardziej adekwatnym do określenia mocy i poziomu 10 nowych kompozycji HSB. W sferze koncepcyjnej ten album jest kontynuacją historii rozpoczętej na "Iconoclast". W sferze muzycznej jest tak samo. Utwory z nowej płyty są tworzone według tego samego wzorca co numery z krążka wydanego w 2008 r. Mamy tu więc do czynienia z miksturą: marszowego ciężaru Bolt Thrower, chwytliwej, skandynawskiej melodyki w duchu "środkowego" Edge of Sanity ("Return To Sanity") i wściekłości Carcass z okresu "Heartwork" ("I Was I Am I Shall Be"). W ramach urozmaicenia mamy podbicie rytmiki techniawkowym beatem ("Combat"), ale to też zabieg, który już pamiętamy z wcześniejszych wydawnictw. Elektroniczne tła słyszymy jeszcze w "The Lie You Bleed For".
Podobne uczucie deja vu miałem przy okazji oceny "Invictus" od strony brzmieniowej. To samo studio - Antfarm - ci sami producenci - gitaorowy duet Maik Weichert/Alexander Dietz - i podobny efekt. Mocarna ściana gitar przytłacza od pierwszych sekund "The Omen" i tylko wnielicznych chwilach pozwala zaczerpnąć przyduszanemu słuchaczowi zaczerpnąć nieco powietrza. Niewątpliwą ciekawostką jest za to duet wokalny Marcusa - który jak zwykle z pasją zdziera gardło przez cały czas trwania albumu - z Sabine Weniger z Deadlock. "Given In Death" zamyka album i zespół zbliża się tu zdecydowanie najmocniej do fali młodzieżowych zespołów z Lacuna Coil na czele, w których zasłuchują się rozchwiane emocjonalnie nastolatki. Tylko wrzask Bischoffa może być dla nich nieco zbyt ekstremalny.
Na szczęście Heaven Shall Burn, poza wyżej wymienionym utworem oraz amosferycznymi intro- i outrodukcjami, stawia albo na huraganowe ataki, albo miażdżące pochody, którym bliżej do melo death metalu niż emo-łzawej-pseudometalowej papki. A w tej konkurencji Niemcy dają sobie radę co najmniej przyzwoicie. Może nawet i na miejscu byłyby tu nieco bardziej entuzjastyczne określenia. Ale nie zmienia to faktu, że po wysłuchaniu "Invictus" kolana mam czyste.
Maciej Miskiewicz
Tagi:
Heaven Shall Burn
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011














Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011