musicnews musicnews

MARILLION - Less is More

Data: 2009-11-22
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl
Wydanie akustycznego albumu muzycy Marillion zapowiadali już od dawna. Nie było jednak jasne, czy będzie to płyta koncertowa (bo przecież zespół nie ucieka od takich aranżacji swoich utworów podczas występów na żywo), czy może specjalnie przygotowany album studyjny z nowymi wersjami znanych piosenek. Okazało się, że muzycy postawili na drugą opcję. Z jakim skutkiem? Moim zdaniem bardzo dobrym, ale trzeba brać poprawkę na dwie kwestie. Po pierwsze nie jest to płyta rockowa, słowo "akustyczny" to wyznacznik nie tylko użytego instrumentarium, ale też, czy może przede wszystkim - klimatu albumu: onirycznego, niezwykle spokojnego, ale i ciepłego. Po drugie - wydaje mi się jednak, że "Less is More" to płyta przede wszystkim dla fanów Marillion. Innych może nie przekonać, z uwagi na fakt, że na poletku, które zespół stara się eksplorować, z powodzeniem od lat działają dziesiątki innych artystów, z klimaciarzami z Antimatter, czy post-folkowcami z Woven Hand, że przywołam choć dwa przykłady. Mocne sceny alt country, czy apocalyptic folku, sprawiają, że hasło "nagrajmy płytę bez elektrycznych gitar" oznacza w dzisiejszych czasach prawdziwe wyzwanie. Oryginalność artystów z tych nurtów zawiesza poprzeczkę bardzo wysoko.

Nie oznacza to oczywiście, że Marillion na akustycznej płycie prezentuje dokładnie takie klimaty, o jakich wspomniałem wyżej, ale określony dobór brzmień i instrumentów narzuca pewien odbiór albumu. Fani grupy (a jest ich w Polsce wielu) znajdą jednak na tej płycie mnóstwo muzycznych smakołyków. O ile "Go!" to w sumie tylko rozgrzewka, to już "Interior Lulu" odsłania piękno niekonwencjonalnej aranżacji, zmodyfikowane "Out of This World" frapuje, a "The Space" to chyba największe zaskoczenie albumu: utwór został nie tylko inaczej zaaranżowany, muzycy poprzestawiali też jego poszczególne elementy. Efekt jest jednak naprawdę niezły, choć kompozycja zaczyna się "od końca".

Klimatyczne utwory, których w dorobku Marillion było wiele, to jedna rzecz. Inną kwestią jest to, jak w spokojnej konwencji płyty prezentują się te bardziej rockowe numery. "Hard as Love" w fortepianowym aranżu brzmi, jakby nigdy nie miało innej formy. "Quartz" zaskakuje "zegarkowym" brzmieniem, gdzie mocny rytm zastąpiono cykaniem i dźwiękami sprężyn, a w dalszej części utworu pojawia się niezwykle klasyczny pochód basu, zaś w końcówce delikatne organowe dźwięki i - jednak - elektryczna gitara.

Mógłbym rozpisywać się o aranżacyjnych smaczkach poszczególnych utworów i o tym, jak muzycy Marillion poradzili sobie z niełatwym przecież zadaniem, wiążącym się często z gruntownymi zmianami w strukturze kompozycji. Pozostanę jednak przy prostym stwierdzeniu, że eksperyment naprawdę się udał, a o efekcie końcowym każdy powinien przekonać się na własne uszy, obcując z tą piękną i bardzo elegancką zarazem płytą.

Adam "kalisz" Kaliszewski

Tagi:
Marillion

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews