Suzanne Vega

musicnews musicnews

MANOWAR - Magic Circle Festival vol. II (DVD)

Data: 2009-05-04
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl
Każdy zespół o jednoznacznym, przerysowanym wizerunku łatwo jest ośmieszyć i tym samym skrytykować. Manowar w swoich nieodmiennie skórzanych śpiochach, namowach do niezłomnej walki z fałszywym metalem oraz zachętach do szalonej zabawy aż się prosi, bo sobie na nich poużywać. Ronnie James Dio kiedy wspomina DeMaio jeszcze z czasów Black Sabbath mawia, że pamięta go jako faceta, który przychodził z najbardziej szalonymi pomysłami. I w dodatku chciał je realizować. Magic Circle Festival to kolejny taki pomysł. I w dodatku świetnie zrealizowany. Pod sceną 35 tys. wiernej, wielonarodowej armii fanów – te wszystkie flagi (nie brakuje Polskich!!!) robią naprawdę niesamowite wrażenie. By oddać ducha festiwalu, całość została dynamicznie zmontowana, a dźwięk jest również wyborny. Manowar nigdy, podczas koncertów nie oszczędza na sprzęcie – światło i nagłośnienie musi być na najwyższym poziomie. DVD od strony technicznej też trudno coś zarzucić.
Materiał zmontowany podczas ubiegłorocznego Magic Circle Festival robi wrażenia nawet na nie-fanach heavy metalu. Rozmach, spektakularność, bezustanne ukłony wobec publiczności. A wszystko pod kierownictwem jednego faceta – Joey’a DeMaio. Jeśli kiedyś jakiś komitet będzie chciał postawić pomnik anonimowemu człowiekowi zasłużonemu dla heavy metalu – najlepiej byłoby, gdyby pozował DeMaio. Ten basista, organizator, menager, promotor i Thor wie kto jeszcze nie dość, że ogrania całość przedsięwzięcia, to jeszcze przecież występuje na scenie. Wydaje się być niespożytym tytanem, o których pieśni wykonuje Manowar, ale kiedy przychodzi do (kolejnego wielogodzinnego maratonu) spotkań z fanami, Joey ma każdego dobre słowo jest szczerze serdeczny i przyjacielski. Choć widziałem to na własne oczy, oglądając na DVD przecieram oczy ze zdumienia, że w tej branży, w całym tym zmanierowanym szołbizie są jeszcze ludzie tak otwarci, tak mocno wierzący w to, co robią i tak głęboko szanujący swoich fanów.
Kolejne „epickie” DVD Manowar to eksluzywne metalowe pudło zawierające 2 płyty. Pierwsza z nich skupia się na występach Królów Metalu. Dokonano tu wyboru z 3 koncertów, a fani mają naprawdę używanie ze względu na atrakcyjność materiału oraz wiele materiałów archiwalnych. Część koncertowa została zmontowany z 3 występów. 1 wieczór w Bułgarii i 2 w Niemczech. Manowar z okazji 20-lecia wydania swego opus magnum – albumu „Kings Of Metal” wystąpili wykonując 6 pełnych albumów. W finale był oczywiście „Kings Of Metal”. Na DVD każdą płytę reprezentują 2-3 kawałki (niektóre od dawna niewykonywane na żywo), a dodatkowo materiał koncertowy przeplatany jest wspomnieniami z danego okresu. Wywiady, archiwalne występy, wspomnienia – dużo ciekawostek. Sporo niepublikowanego wcześniej materiału. Ale i tak najważniejsza pozostaje muzyka. Karl Logan – coraz lepszy, zrobił ogromny skok do przodu, Eric Adams – mawia się, że starość nie radość, ale on wciąż trzyma świetną formę, Rhino wytrwale bębni swoje, a DeMaio swoim basem wstrząsa wszystkim i wszystkimi dookoła. Nie sposób streścić – tyle tu tego… Faworyzowane przeze mnie kawałki, takie do których wracam niczym narkoman to: premierowy, podniosło-marszowy „Die With Honor” (z chórem), niesamowite wykonanie + scenografia z dziesiątek flag „Warriors Of The World”, wreszcie wykonany na żywo „The Crown And The Ring (Lament Of The Kings)” – niesamowita partia Adams’a oraz ponownie chór w roli prawie głównej. Świetna wersja. Wyjątkowe jest też wyuzdane (plus kabaret z oświadczynami) „Pleasure Slave”, wykonane pod wieczór kawalerski, a więc i nagie tancerki są. Na koniec DVD, bo Manowar to jednak Manowar i pamiętajmy, że DeMaio zaczynał jako spec od efektów pirotechnicznych, scena została zamieniona w jedno wielkie ognisko – „Bridge Of Death” brzmi prawdziwe diabelsko. Trochę tu zmanipulowano kolejnością, ale efekt wart jest obejrzenia.
Drugie DVD, bo też już jest regułą, że Manowar wydaje wielogodzinne maratony, to zestaw utworów wykonanych przez wykonawców i zespoły, które dopiero rozpoczynają karierę, lub zdobyły jako takie uznanie. Cassok, K.O.B.U.S, Titanium Black, Jack Starr’s Burning Starr, Metalforce, a na koniec HolyHell ze świetna przeróbką „Dream On” Aerosmith.
Potem ponad 2 godziny wszystkiego tego, co działo się w czasie festiwalu. Zapalenie znicza, nowy rekord w głośności (ziemia drży - 139 dB!!!!), ślub według obrządku wikingów + spalenie drakkaru, bitwa zespołów, wycieczka dla wybranych fanów i dziennikarzy na scenę i poza nią, jest trochę miejscowości Bad Arolsen, gdzie festiwal się odbywa, sesja autografów (Manowar dał ich 10 tys. jednego dnia, kolejka stała jak u nas w PRL za szynką), wygłupy z próby, konferencja prasowa, reportaż z ponad 5 godz. !!!) występu w Bułgarii. To wszystko – podobnie jak i na pierwszej z płyt – przeplatają wypowiedzi fanów, przy których trudno się nie powstrzymać od śmiechu. Oto fan – starszy pan – na widok DeMaio (a ten wyszedł sobie akurat pospacerować po polu namiotowym) wybiega, by całować go po rękach, oto młodzieniec lat naście z kamienną powagą mówi: „Manowar to nie jest zwykły zespół. Manowar… to są posłańcy bogów”. Powiedzcie mi proszę, jak tu się nie śmiać? Ale niesamowita jest też postawa DeMaio – takie życzliwej serdeczności, z jaką traktuje dosłownie każdego nie sposób udawać. On po prostu taki jest wobec ludzi. Zero cynizmu czy wyrachowania. A fani to w większości nieco wstawieni młodzieńcy i heavy metalowo roznegliżowane młode damy. Piwo było za darmo, Manowar stawiał. Jest też dowód na to, jak ciężko muzycy pracują na scenie. Podczas festiwalu perkusistę Scotta Columbusa (nieobecny z powodów osobistych) zastąpił Rhino (grał już wcześniej w Manowar, teraz zajmuje się głównie HolyHell). Podczas finałowych utworów widać jak on jest wykończony, jakby nie patrzeć to jego 4 godzina „klepania”, a potem już w autobusie pokazuje jak schodzi mu skóra z palców. Zdarte do mięsa. „Na tym polega gra z Manowar, brakowało mi tego” kwituje.
Ciekawie wypada konfrontacja bajkowo położonego Bad Arolsen z festiwalem. Podejrzewam, że u nas takie miasteczko zostałby zdewastowane, a tam nadal spokój, cisza – wszyscy gościnni, uśmiechnięci. Mieszkańcy – jak to w Niemczech, głównie emeryci. Wieczorem wybierają się na festiwalowe koncerty… Jeśli pamiętacie film „Truman Show” to Bad Arolsen wygląda równie nierealnie. Ale przecież byłem, widziałem – tak właśnie było. I jeszcze, co ważne – zero agresji. Obok siebie powiewają flagi Polski, Niemiec i Izraela – fani śpiewają jednym głosem refreny z Adamsem. Niech ktoś mi powie, że heavy metal to język wojny.
Co jeszcze? Widać, że z Polski pojechała do Niemiec liczna reprezentacja. Polskie flagi są pod sceną, Polscy fani wypowiadają się często i chętnie do kamery. Sam też ich „zaczepiałem”, by zamienić parę słów. Wszyscy, jak się okazuje myślimy o tym samym – kiedy wreszcie Manowar zagra w Polsce?!
Na sam już koniec DVD wrzucono – z Bułgarii i Niemiec - słynne i ważkie przemowy DeMaio. On chyba jest nieślubnym synem Fidela Castro i Zdzisławy Sośnickiej po prostu może mówić i mówić. Końca nie widać.
Długo by jeszcze można o atrakcjach zgotowanych przez wojowniczych Amerykanów, ale nie o to chodzi, by całe DVD tu streszczać. Patrzę na to wydawnictwo nie tylko jako materiał z udanego festiwalu, nie tylko jako osobiste wspomnienie, ale również jako zaproszenie, by pojawić się w Niemczech w tym roku. Skoro Manowar zaprasza, zabawa będzie pierwszorzędna. Nie każdy jest wszak „posłańcem bogów”, a taki tytuł zobowiązuje. Dobra zabawa gwarantowana.
Dawid Brykalski

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews