Tin Pan Alley

musicnews musicnews

FEAR FACTORY - Mechanize

Data: 2010-02-22
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

Pierwszy od pięciu lat krążek sygnowany logiem Fabryki Strachu ukazuje się w atmosferze sporu między skłóconymi tandemami Bell-Cazares i Olde Wolbers-Herrera. Pojednanie Dina z Burtonem i dokoptowanie do składu sekcji rytmicznej Strapping Young Lad w osobach: Byrona Strouda - choć ten akurat jest w zespole już od 2003 r. - i Gene'a Hoglana rozpętało medialną wojnę między zwalczającymi się frakcjami i konfuzję, a może nawet i niesmak wśród fanów Fear Factory.

 

Odłóżmy jednak na bok legislacyjne zamieszanie i zajmijmy się tym co najważniejsze, czyli oczywiście muzyczną zawartością "Mechanize". A jakość tej ostatniej niedwuznacznie wskazuje na to, że już wkrótce cała zadyma umrze śmiercią naturalną. Bo 10 piosenek upakowanych na ósmym, pełnometrażowym wydawnictwie grupy śmiało można postawić w jednym rzędzie z kompozycjami, za sprawą których Fer Factory stali się pionierami i liderami podgatunku muzycznej ekstremy, który na użytek niniejszej recenzji pozwolę sobię zdefiniować jako: mech-indu-death-melo-metal.

 

Zdehumanizowane riffy Cazaresa podbite maszynowym bębnieniem wielkiego Gene'a - swoją drogą niemal identycznym jak w przypadku Herrery - i doprawione szczyptą zimnej, industrialnej elektroniki - ciekawą odmianą sa partie pianina w "Christploitation" - nadają sznyt takim pociskom mechanicznej ekstremy, jak utwór tytułowy, "Powershifter" czy "Industrial Discipline". Oczywiście nie mogło zabraknąć firmowego znaku zespołu, czyli melodyjnych refrenów, w których Burton używa charakterystycznej, czystej barwy ("Fear Campaing"). W zwrotkach oczywiście z zaangażowaniem zdziera gardło i dotrzymuje kroku morderczej anihilacji małżowin usznych w wykonaniu tercetu instrumentalistów. A tym ostatnim trzeba przyznać, że są wyjatkowo skuteczni. Pan Cazares wykrzesał ze swej gitary a to miażdżące ciężarem, a to mknące niczym pocisk riffy, kórych cechą wspólną jest to, że są to pomysły o najwyższym znaku jakości. Zespół odpuszcza dopiero wtedy, gdy większość słuchaczy została skutecznie sprasowana na taśmie produkcyjnej Fabryki. Requiem dla ofiar industrialnej rewolucji są jedynie monumentalno-depresyjny "Designing The Enemy" i melancholijny "Final Exit".

 

Bez dwóch zdań nowy album Fear Factory można śmiało postawić obok "Demanufacture" czy też "Soul of A New Machine". To ta sama jakość. Ta sama wściekłość. Ta sama mordercza precyzja i ten sam znakomity band. W końcu.

 

Maciej Miskiewicz


Tagi:
Fear Factory, Mechanize

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews