FEAR FACTORY - Mechanize

Pierwszy od pięciu lat krążek sygnowany logiem Fabryki Strachu ukazuje się w atmosferze sporu między skłóconymi tandemami Bell-Cazares i Olde Wolbers-Herrera. Pojednanie Dina z Burtonem i dokoptowanie do składu sekcji rytmicznej Strapping Young Lad w osobach: Byrona Strouda - choć ten akurat jest w zespole już od 2003 r. - i Gene'a Hoglana rozpętało medialną wojnę między zwalczającymi się frakcjami i konfuzję, a może nawet i niesmak wśród fanów Fear Factory.
Odłóżmy jednak na bok legislacyjne zamieszanie i zajmijmy się tym co najważniejsze, czyli oczywiście muzyczną zawartością "Mechanize". A jakość tej ostatniej niedwuznacznie wskazuje na to, że już wkrótce cała zadyma umrze śmiercią naturalną. Bo 10 piosenek upakowanych na ósmym, pełnometrażowym wydawnictwie grupy śmiało można postawić w jednym rzędzie z kompozycjami, za sprawą których Fer Factory stali się pionierami i liderami podgatunku muzycznej ekstremy, który na użytek niniejszej recenzji pozwolę sobię zdefiniować jako: mech-indu-death-melo-metal.
Zdehumanizowane riffy Cazaresa podbite maszynowym bębnieniem wielkiego Gene'a - swoją drogą niemal identycznym jak w przypadku Herrery - i doprawione szczyptą zimnej, industrialnej elektroniki - ciekawą odmianą sa partie pianina w "Christploitation" - nadają sznyt takim pociskom mechanicznej ekstremy, jak utwór tytułowy, "Powershifter" czy "Industrial Discipline". Oczywiście nie mogło zabraknąć firmowego znaku zespołu, czyli melodyjnych refrenów, w których Burton używa charakterystycznej, czystej barwy ("Fear Campaing"). W zwrotkach oczywiście z zaangażowaniem zdziera gardło i dotrzymuje kroku morderczej anihilacji małżowin usznych w wykonaniu tercetu instrumentalistów. A tym ostatnim trzeba przyznać, że są wyjatkowo skuteczni. Pan Cazares wykrzesał ze swej gitary a to miażdżące ciężarem, a to mknące niczym pocisk riffy, kórych cechą wspólną jest to, że są to pomysły o najwyższym znaku jakości. Zespół odpuszcza dopiero wtedy, gdy większość słuchaczy została skutecznie sprasowana na taśmie produkcyjnej Fabryki. Requiem dla ofiar industrialnej rewolucji są jedynie monumentalno-depresyjny "Designing The Enemy" i melancholijny "Final Exit".
Bez dwóch zdań nowy album Fear Factory można śmiało postawić obok "Demanufacture" czy też "Soul of A New Machine". To ta sama jakość. Ta sama wściekłość. Ta sama mordercza precyzja i ten sam znakomity band. W końcu.
Maciej Miskiewicz
Tagi:
Fear Factory, Mechanize
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011















Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011