Asymmetry 2011

musicnews musicnews

SAMO - S1

Data: 2011-04-18
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

¼ Kobong, 1/3 Slashing Death i zero riffów na 4/4 – debiutancki materiał Samo, który po siedmiu latach w końcu doczekał się oficjalnej premiery, można w prosty sposób sprowadzić do muzycznej matematyki. Równanie pełne zmiennych, ale niezmiennie intrygujące.

 

W 2004 roku, kiedy gitarzysta Robert Gasperowicz skompletował skład Samo i zarezerwował termin w olsztyńskim Studio X, mistrzowie matematycznego metalu z Meshuggah brylowali na salonach. Wspólne trasy u boku Tool, ciepłe słowa od znanych muzyków i rosnące rzesze naśladowców. Siedem lat później sytuacja wygląda trochę inaczej: ich kolejne płyty nie budzą już takiego entuzjazmu, a oni sami zdają się od dłuższego czasu dreptać w miejscu, co parę lat dodając tylko do swoich i tak już karykaturalnych gitar kolejną niepotrzebną strunę. Na tym tle wydawnictwa sygnowane przez grającego na sześciu strunach Gasperowicza, choć pozbawione wielkich budżetów, wypadają ciekawiej. Przede wszystkim dlatego, że nasz rodak ciągle poszukuje, próbując przekraczać nowe granice. Jego największą bolączką jest tylko to, że nie potrafi dotrzeć do szerszej publiczności.

 

Napisać, że "S1" to chaos wbity młotkiem w żelazne ramki, to jakby sprowadzić Kobong do poziomu zespołu metalowego. Owszem, fundamentem są tu mocno przesterowane gitary, ale nawet przez chwilę nie grają prostackiej łupanki rodem z piwnicy, z jaką zwykło się kojarzyć muzyczną ekstremę. Gasperowicz odjeżdża natomiast w rejony nie tak dalekie od najmocniejszych momentów ostatniego wcielenia King Crimson (rytmika i konstrukcja riffów), tyle że bez solowych eskapad, na które w tym gąszczu dźwięków po prostu nie ma miejsca. Z grubej rury wali też sekcja rytmiczna pod wodzą najlepszego w Polsce specjalisty od łamania metrum – znanego z Kobong i Neumy Wojciecha Szymańskiego, który z zadziwiającą lekkością zamazuje granice między kolejnymi taktami, gubiąc nas w meandrach muzycznej matematyki. A gdzie w tym wszystkim dusza? Może zabrzmi to banalnie, ale między dźwiękami, w tych nielicznych chwilach wytchnienia, kiedy misternie plecione struktury i metalowo-hardcorowy jad ustępują miejsca wykręconej psychodelii. Bo gdy rozum śpi, budzą się demony.

 

Maciek Stankiewicz


Tagi:
Samo, Czoło, S1, Robert Gasperowicz, Kobong

Dodaj komentarz

Komentarze

nie ma to jak przyjac krytyke :>

(2011-05-04 | 16:43)

~ wojtek

Od razu napiszę, że Meshuggah lubię i słucham od czasu, kiedy "Destroy Erase Improve" była jeszcze w sferze planów. Nie zmienia to jednak faktu, że te niewielkie wolty, jakie zespół w ostatnim czasie wykonuje nijak się mają do rewolucji, które rozpętały takie płyty jak "Chaosphere", czy następnie "Nothing". Wymienione przez Ciebie albumy mam na półce i znam dobrze, ale żeby było jasne: nie silę się na bycie wiarygodnym, bo mam ciekawsze rzeczy do roboty. Mogę Cię natomiast zapewnić, że jeżeli nie mam o czymś pojęcia, to po prostu o tym nie piszę.

(2011-04-22 | 11:54)

~ mst

Od razu napisze ze S1 znam od 2004 od kiedy Robert postanowil ja udostepnic na stronie SAMO w formie jednego mp3. I natychmiast uznalem te plyte za najlepszy polski album z muzyka "niepopularna". Minelo 7 lat i dalej tak uwazam. Ale z autorem nie moge sie zgodzic w kwestii Meshuggah. Rozumiem ze S1 ci sie podoba ale na pewno nie zyskujesz na wiarygodnosci piszac ze Meshuggah niepotrzebnie dodaje struny czy ze stoi w miejscu. Slyszales Catch 33? a potem Obzen? te plyty sa diametralnie inne. Mimo ze zgadzam sie co do oceny S1 jako plyty zajebistej, to recenzja mi sie nie podoba.

(2011-04-22 | 00:58)

~ wojtek

musicnews MusicNews