musicnews musicnews

ARCADE FIRE - The Suburbs

Data: 2010-09-05
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

Nie sądziłem wcześniej, że o życiu na wielkomiejskich przedmieściach, z całą jego rutyną, nudą i emocjonalnym wyjałowieniem można opowiedzieć w tak atrakcyjny sposób. Na pewno też nie obstawiałem, że właśnie Arcade Fire podejmie się tego zadania, wyciągając przy okazji syntezę z wszystkiego, co charakterystyczne w okołorockowym piosenkopisarstwie ostatnich czterech dekad.


"The Suburbs" to koncept album. Muzyczne polaroidy z prywatnej kolekcji przejętego swym losem młodego człowieka. Wielkokalibrowy pomysł znalazł jednak realizację w skali makro-, jako zorganizowany w pewną fabułę cykl ciepłych piosenek. Zupełnie jakby muzycy grali w pokoju gościnnym jednego z tych idealnych jednorodzinnowców, a przez zamknięte okna nie ulatywał nastrój. Lider Arcade Fire, Win Butler ewidentnie zasięgnął pewien dług u rozmaitych autorów z amerykańskiego kanonu - Neilów: Younga i Diamonda, Todda Rundgrena, Springsteena, przepuszczając jednak te inspiracje przez katalizator własnej wrażliwości. Nie trzeba wszak być tytanem dedukcji, aby odkryć, że większość tych cierpkich wyznań i czynionych z ciężkim sercem rekapitulacji stanowi głos samego Butlera, rozprawiającego się z własną biografią.

 

W ciągu ponad godziny trwania albumu obcujemy głównie ze stylowo zaaranżowanym, wymuskanym w każdym calu folkrockowym piosenkowaniem. W utworze tytułowym rozbrzmiewa także beatlesowska harmonia, "Rococo" to, zgodnie z nazwą, pełen ozdobników wydelikacony pop, pulsujący elektroniką "Half Light II" zawdzięcza co nieco Depeche Mode, a w kilku innych utworach słychać orkiestrowo brzmiące smyczki. To nadal nie koniec... Rockową energią odzywa się motoryczne "Month of May", "We Used to Wait" hipnotyzuje głębokim basem i nerwowym staccato pianina, na poły balladowo lamentuje "Sprawl I", a następujący po nim "Sprawl II" funduje totalną zmianę nastrojów - kobiecy wokal, taneczny rytm i unoszący się beztrosko nad ziemią duch Abby. Absolutnym klejnotem wśród tych szesnastu historii z suburbiów jest i tak dramatyczne "Suburban War", w którym szansę na własny popis otrzymuje perkusista Jeremy Gara.

 

Powtórzę: nie oczekiwałem po Arcade Fire takiej płyty, ani też, że w krótkim czasie tak bardzo rozwinie się muzyczna kultura kanadyjskiej formacji. Anglosascy recenzenci wydają się już widzieć w "The Suburbs" arcydzieło na miarę "Tommy’ego", "London Calling" i "OK Computer" w jednym. Zalecam zachować umiar, ale jedno można skonstatować z pełnym przekonaniem: jeżeli w przyszłości ktoś zabierze się za wspominki po gitarowym odrodzeniu ostatnich lat, to trzecią płytę Butlera i jego kompanii będzie musiał w tych podsumowaniach uwzględnić, i to na pewno nie w didaskaliach.

 

Sebastian Rerak


Tagi:
Arcade Fire, The Suburbs, Month of May

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.

musicnews MusicNews