ARCADE FIRE - The Suburbs

Nie sądziłem wcześniej, że o życiu na wielkomiejskich przedmieściach, z całą jego rutyną, nudą i emocjonalnym wyjałowieniem można opowiedzieć w tak atrakcyjny sposób. Na pewno też nie obstawiałem, że właśnie Arcade Fire podejmie się tego zadania, wyciągając przy okazji syntezę z wszystkiego, co charakterystyczne w okołorockowym piosenkopisarstwie ostatnich czterech dekad.
"The Suburbs" to koncept album. Muzyczne polaroidy z prywatnej kolekcji przejętego swym losem młodego człowieka. Wielkokalibrowy pomysł znalazł jednak realizację w skali makro-, jako zorganizowany w pewną fabułę cykl ciepłych piosenek. Zupełnie jakby muzycy grali w pokoju gościnnym jednego z tych idealnych jednorodzinnowców, a przez zamknięte okna nie ulatywał nastrój. Lider Arcade Fire, Win Butler ewidentnie zasięgnął pewien dług u rozmaitych autorów z amerykańskiego kanonu - Neilów: Younga i Diamonda, Todda Rundgrena, Springsteena, przepuszczając jednak te inspiracje przez katalizator własnej wrażliwości. Nie trzeba wszak być tytanem dedukcji, aby odkryć, że większość tych cierpkich wyznań i czynionych z ciężkim sercem rekapitulacji stanowi głos samego Butlera, rozprawiającego się z własną biografią.
W ciągu ponad godziny trwania albumu obcujemy głównie ze stylowo zaaranżowanym, wymuskanym w każdym calu folkrockowym piosenkowaniem. W utworze tytułowym rozbrzmiewa także beatlesowska harmonia, "Rococo" to, zgodnie z nazwą, pełen ozdobników wydelikacony pop, pulsujący elektroniką "Half Light II" zawdzięcza co nieco Depeche Mode, a w kilku innych utworach słychać orkiestrowo brzmiące smyczki. To nadal nie koniec... Rockową energią odzywa się motoryczne "Month of May", "We Used to Wait" hipnotyzuje głębokim basem i nerwowym staccato pianina, na poły balladowo lamentuje "Sprawl I", a następujący po nim "Sprawl II" funduje totalną zmianę nastrojów - kobiecy wokal, taneczny rytm i unoszący się beztrosko nad ziemią duch Abby. Absolutnym klejnotem wśród tych szesnastu historii z suburbiów jest i tak dramatyczne "Suburban War", w którym szansę na własny popis otrzymuje perkusista Jeremy Gara.
Powtórzę: nie oczekiwałem po Arcade Fire takiej płyty, ani też, że w krótkim czasie tak bardzo rozwinie się muzyczna kultura kanadyjskiej formacji. Anglosascy recenzenci wydają się już widzieć w "The Suburbs" arcydzieło na miarę "Tommy’ego", "London Calling" i "OK Computer" w jednym. Zalecam zachować umiar, ale jedno można skonstatować z pełnym przekonaniem: jeżeli w przyszłości ktoś zabierze się za wspominki po gitarowym odrodzeniu ostatnich lat, to trzecią płytę Butlera i jego kompanii będzie musiał w tych podsumowaniach uwzględnić, i to na pewno nie w didaskaliach.
Sebastian Rerak
Tagi:
Arcade Fire, The Suburbs, Month of May
Komentarze
Nie dodano jeszcze komentarza, bądź pierwszy.
- ELECTRIC WIZARD, THE SECRET - relacja z drugiego dnia wrocławskiego festiwalu Asymmetry
- CRIPPLED BLACK PHOENIX - wywiad
- NO AGE, DIE! DIE! DIE! - relacja z koncertu w Krakowie, 16.04.2011
- MZ.412, SKULLFLOWER - relacja z koncertu w Londynie, 05.03.2011
- RAFAŁ IWAŃSKI (HATI, X-NAVI:ET) - wywiad
- JACEK LACHOWICZ o 'Wersji 2011'
- I BLAME COCO - relacja z koncertu w Warszawie, 20.03.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Krakowie, 27.02.2011
- THE YOUNG GODS - relacja z koncertu w Warszawie, 22.02.2011
- ACCEPT - relacja z koncertu we Wrocławiu, 06.02.2011














Favourite State of Mind
Spiritus Movens
Agharthi Live 10-09
S1
Hard Working Classes
Blood Pressures
02
Hillbilly Joker
Jason... The Dragon
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
ASYMMETRY FESTIVAL 2011 - dzie...
CoCArt 2011 - Toruń, 25-26.03...
MZ.412, SKULLFLOWER, IRON FIST...
COLISEUM - Kraków, 28.03.2011