musicnews musicnews

DISQUIET - The Truth

Data: 2010-08-17
Poleć ten artykuł innym:
Dodaj do digg Dodaj do facebook Dodaj do delicious Dodaj do linkedin Dodaj do myspace Dodaj do wykop.pl Dodaj do blip.pl Dodaj do flaker.pl

Zupełnie się nie znam na tych wszystkich nowych zespołach, które wzorują się na średnio-nowych zespołach, które parę lat temu postanowiły odświeżyć thrash i death metal, spoglądając na te gatunki ze współczesnego punktu widzenia, jednocześnie pozostając z szacunkiem wobec heavymetalowej tradycji lat osiemdziesiątych. Już takie In Flames zainteresowało mnie raczej na krótko, nie mówiąc o kolejnej fali melodyjnego grania spod znaku Trivium oraz - przypuszczalnie - jeszcze jednej, którą, jak sądzę, przegapiłem, nie śledząc w ogóle ewolucji gatunku. Faktem jednak jest, że poczucie melodii wśród kolejnych pokoleń wykonawców (i słuchaczy) mocniejszego grania nie zginęło i nie zanosi się na to, aby miało się to zmienić w kolejnych latach.

 

Dobrym dowodem na potwierdzenie tezy, którą postawiłem na koniec powyższego, nieco przydługiego, wstępu wydaje się debiut poznańskiego Disquiet. Zespół, z tego co się orientuję, trochę już zaczął mieszać w lokalnym podziemiu, a teraz śmiało wychyla z niego głowę, wydając płytę "The Truth". Czy muzycy odkrywają w swoich dźwiękach jakieś wielkie Prawdy, przekonany nie jestem. Prawdziwa wydaje się natomiast pasja i energia, której na tym krążku nie brak. Mamy tu bowiem do czynienia z bardzo porządnie zagranym melodyjnym, acz agresywnym, metalem. Co warte podkreślenia - utrzymanym na bardzo wysokim poziomie kompozycyjnym i wykonawczym. Utwory są wielowątkowe i niekiedy frapujące, a technicznego opanowania instrumentów zdecydowanie muzykom odmówić nie można. Zwłaszcza gitarzyści pokazują, że umieją szybko przebierać paluchami, że wiedzą, do czego wajcha służy etc. A przy tym, że odrobili lekcję nie tylko z nowoczesnego death metalu, ale i klasyczne heavy smaczki nie są im obce. Mieszanka ta może stylistycznie nie jest pierwszej świeżości, ale z nawiązką rekompensuje ją radość grania, z jaką słuchacz ma do czynienia.

 

Z przyjemnością zobaczyłbym Disquiet na żywo, bo jeśli finezyjne partie dobiegające z płyty nie są tylko efektem żmudnej i długotrwałej pracy studyjnej, to podejrzewam, że możemy mieć tu do czynienia z koncertową maszyną do zabijania. W każdym razie sądzę, że warto zapamiętać tę nazwę i kibicować zespołowi w jego rozwoju, bo kto wie, może już niedługo drzwi wielkich światowych wytwórni otworzą się dla niego szeroko, czego poznańskim muzykom pozostaje szczerze życzyć.

 

Adam "kalisz" Kaliszewski


Tagi:
Disquiet

Dodaj komentarz

Komentarze

Słyszałem na żywo - rewela!!!!! Oba projekty "chłopaków" dowodzą, że są genialni koncertowo, co dzisiaj niestety jest rzadkością

(2010-08-28 | 16:58)

~ Tomasz

No widzę Adam, że już do nich dotarłeś ;)) Nie napisałeś nic o inspiracji zespołu, którą bardzo wyraźnie słychać. A koncerty tak jak podejrzewasz, mają świetnie. Wybierz się jak będą grali w Wawie, polecam ;-) Pozdr

(2010-08-27 | 12:17)

~ Czarna

musicnews MusicNews